FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA  


Wróć   FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA > SERIA FIFA > Wasza Twórczość > Opowiadania

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Ocena: Ocena wątku: 4 głosów, 5.00 średnia. Wygląd
stare 18-10-2015, 22:54   #1
krecik.
Pisarski Oldboy
 
Avatar krecik.
 
Zarejestrowany: Dec 2010
Skąd: się biorą dzieci?
Postów: 917
Domyślnie The Consistency

The Consistency - Prolog


Sędzia odgiwzdał po raz ostatni. Chłopcy byli naprawdę zadowoleni z wyniku. Musieli wywalczyć go w każdym calu. Scolari podziękował za dobre spotkanie Roy’wi. Będąc z boku i obserwując wydarzenia które miały miejsce na Maracanie, czułem że być może jeszcze tutaj się pojawię.

- Od razu mówiłem by podawać na prawą stronę. Neymar olewał tam strefę i można było atakować. – Zezłoszczony Wayne Rooney dopił resztki z bidonu.

- Trzeba przyznać że Luis Gustavo i Paulinho zagrali naprawdę dobrze. – skomentował krótko Jack Rodwell.

- Spotkasz się z tym drugim na boisku, to zobaczymy jak będziecie walczyć w polu karnym. – Zaśmiał się Joe Hart ściągając owijki.

- Najważniejsze żebyś ty potem wszystko bronił.

- O mnie się nie martw.

- Okej panowie, proszę o chwile ciszy. – Roy jak zwykle po meczu, był poważny. Rozejrzał się po twarzach które były zmęczone. Same miny pokazywały jak bardzo musieli wybiegać by uzyskać remis z Brazylią. – Ogólnie mecz nie był zły. Prowadziliśmy, jednak Leighton widziałeś Mourę, tyle razy Ci mówiłem że w strefie jak wbiega Ci zawodnik z środka to nie możesz go przepuścić.

- Wymieniliśmy się z Philem zawodnikami i przepadło.

- Jakbyście łaskawie wykonywali moją robotę to wszystko byłoby okej. Tak czy siak, wynik nie jest zły. Mam nadzieje że kolejne spotkania z Czarnogórą i Szkocją będą jednak zwycięskie. To będą ciężkie spotkania i będziemy musieli pokazać wszystkim że jednak POTRAFIMY grać w piłkę. Co jeszcze mogę powiedzieć? Na razie dla mnie zawodnikiem który się najlepiej wykazał był James. Fajna asysta przy bramce Wazzy. Bardzo dobrze sklepaliście piłkę, pokazaliście że można z niczego coś zrobić. Tymczasem nie będę wgłębiać całej analizy. Pogadamy jak wrócimy do Anglii. Phil, możemy pogadać?

- Jasne Szefie. – otworzyłem drzwi Bossowi, ten wyszedł na korytarz i nerwowo poprawił swoją bujną czuprynę.

- Dlaczego Baines zrobił ten błąd?

- To znaczy? – byłem delikatnie zmieszany.

- Powtórzę pytanie. – ton Roy’a był jeszcze bardziej poważny. – Dlaczego Baines popełnił ten błąd?

- Zapewne przez wymianę zawodnika.

- Aha... – podrapał się po brodzie. – Widzisz Phil... Gdybyś nie schrzanił tej zasranej karteczki którą Ci dawałem, tam było napisane wprost „NIE ZAMIENIAĆ SIĘ POZYCJAMI” to sądzisz że mogłoby być inaczej?

- Sądzę że teraz Szef w stosunku do mnie jest niesprawiedliwy. – starałem się zachować nerwy, ponieważ wiedziałem jaki charakter ma Hodgson.

- Sądzisz że to takie proste? Niesprawiedliwy? Jakby to był mecz o mistrzostwo świata, to też byś powiedział że to niesprawiedliwe? Ktoś musi za to beknąć.

- Beknąć? Podałem wszystko tak jak Szef chciał. Robię tutaj za czterech. Jestem BARDZO wdzięczny że Szef...

- Potencjał masz, to prawda. Grupy młodzieżowe prowadziłeś, jednak.. co z tego? Jak głupiej informacji nie możesz przekazać. Nie mamy chyba już o czym gadać na ten temat. Ale nie rób tak, okej?

- Nie przyjmę całej winy na siebie!

- Ale chłopcze... Co się dąsasz? Jak masz problem, to drzwi są otwarte. Sądzisz że nie jeden chciał wejść do reprezetnacji? Obudź się. Myślisz że jak masz kwitek to Ci wszystko wolno? A ****a Ci wolno. Dopóki ja tutaj rządzę, to masz być jak w zegareczku na moje każde kiwnięcie. Zrozumiano?

- Chyba Szef zaczyna ostatnio przesadzać z kawą, bo energia i głupota pana nieźle roznosi...

- Głupota?! – Roy ryknął na całą Marakanę. – Ty masz czelność mnie pouczać i takie rzeczy mówić?!

- Nie przyznam się do żadnego błędu. Jeżeli panu to pasuję, mogę spokojnie oddać komuś innemu moje miejsce. Wrócę do grup...

- Nigdzie nie wrócisz – Roy zaczął grozić palcem – twoja praca w federacji dobiegła końca. Ledwo się zaczęła – a ty już kończysz. A mogłeś gnić elegancko w Leicester... Może jednak w stosunku do Ciebie się pomyliłem... – odwróciłem się i wszedłem do szatni. Bez słowa zacząłem pakować swoje rzeczy z szafki. W międzyczasie w szatni było słychać playlistę Alexa. Chłopaki z uśmiechem na twarzy wracali na Wyspy, ja jednak wiedziałem że dla mnie siedzenie w Londynie się skończyło...




Londyn, 2013r.


Mecze reprezentacji zakończyły się. Otrzymałem wypowiedzenie natychmiastowe, wraz z lekkim odszkodowaniem od federacji. Greg Dyke nic nie mógł zrobić – był podporządkowany Roy’owi, czuł przed nim respekt. Jednak mimo tego, zawsze wydawał się być pomocny. Z uśmiechem na twarzy odebrałem papiery i wyszedłem z budynku gdzie chciałaby się znaleźć nie jedna legenda. Pakując swoje manele musiałem zdać służbowe mieszkanie, samochód, garaż. Tryb samotnika był dla mnie najlepszy – nie miałem czasu na życie prywatne. Latałem co tydzień samolotem po całej europie, tylko po to by obejrzeć angielskich zawodników będących w formie, którzy pomogliby nam ugrać awans do Mistrzostw Świata. Zostawiając pudła w mieszkaniu, chciałem jeszcze raz obejrzeć Londyn ze strony turysty. Zrobiłem to od razu po przyjeździe, gdy otrzymałem posadę przy drużynie juniorów U-13. Zespół gdzie grały malutkie gwiazdy przyszłości.

- TAXI! – Taksówkarz zatrzymał się. Zawsze chciałem to zrobić – widziałem takie sceny w filmie. Zapłaciłem sto funtów i kazałem się wozić po najbardziej znanych budynkach w Londynie. Big Ben, Most Waterloo, Londyńskie Oko, Hyde Park, Most Tower, Piccadilly Circus i wiele innych miejsc. Widząc Tamizę, mogłem się jej przyglądać bez końca. Nieważne na którym moście byłem – uwielbiałem widok rzeki która przedziela tak wielki obszar jakim jest Londyn. To nie to samo, co mój rodzinny Leicester. Z tej smutnej jak pizda melancholii wybudził mnie telefon. - Tak słucham?

- Cześć Phil!

- Proszę proszę, pan prezes.

- Słuchaj Phil... jakbyś może chciał gdzieś popracować...

- Dam sobie radę.

- Szkoda żeby osoby z TAKIM doświadczeniem gdziekolwiek zaginęła. Zresztą, papiery masz na prowadzenie każdej drużyny w Europie, więc szkoda byłoby również...

- Inwestycji we mnie?

- Eee...

- No mówmy sobie wszystko szczerze.

- No tak... – Gary ucichł.

- Coś konkretnego chciał pan mi przekazać?

- Parę dobrych drużyn szuka trenera który ma międzynarodowe doświadczenie i czeka na pracę.

- To znaczy?

- Championship, beniaminek z Premier League...

- Cardiff?

- Walijczycy co chwile mają swoje problemy.

- Tak samo jak każdy. Na razie dziękuję za propozycje, w razie czego zgłoszę się.

- Okej. Pamiętaj, że jakbyś chciał cokolwiek, to zawsze dzwoń. To że taka współpraca z Roy’em wyszła...

- Nie mam dwudziestu lat i nie będę płakać.

- Chłopcy również byli zasmuceni informacją o twoim opuszczeniu pierwszej drużyny.

- Wiadomo kto wejdzie na moje miejsce?

- Phil Neville dostał ofertę.

- O proszę, stara szkoła Fergiego?

- Alex niestety wiesz że już się nie udziela.

- A szkoda...

- Może się jeszcze spotkacie.

- Na boisku? Chyba nie.

- Nic nigdy nie wiadomo.

- To tak jak z Borrussią Dortmund...

- To znaczy?

- Gdyby Lewandowski strzelił w finale, to też nigdy nic nie wiadomo...

- Jednak mecz był i już wstecz się nie cofnie czasu.

- Ano nie cofnie...

- Okej! W takim wypadku jesteśmy w kontakcie.

- Jasne.

- Do zobaczenia. – Greg rozłączył się.

- Jest pan trenerem? – gdy tylko schowałem telefon, taksówkarz zapytał bez skrupułów.

- Chwilowo bezrobotnym. – zacząłem oglądać przechodniów którzy zapewne wracali z pracy.

- To musimy sobie zrobić zdjęcie! Cholerka, ale jaja! Ja już tutaj kiedyś miałem jaja jak zadzwonił ten śmieszny francuzik... ten co z Arsenalu robi francuską kolonie...

- Chodzi panu o Wengera?

- O właśnie ten! Nigdy w życiu nie spodziewałbym się że do mnie tak ważna osoba zagości. Do mnie! Hah, zwykły robol ze mnie, Stara dorabia, dzieci się uczą, Młody gra w Młotach, jednak nie podoba mu się tam.

- Dlaczego?

- Coś tam pieprzy o rozwoju. Ja się na tym nie znam, jednak wierzę w Małego.

- Ile ma lat?

- Szesnaście. Teraz w wakacje startuję po szkółkach w całym kraju. Liverpool, Manchester czy nawet głupia Chelsea... zawsze to coś innego.

- Ciężej się wybić.

- Jak to?

- Jeżeli syn ma talent to spokojnie wybiję się w mniej prestiżowym klubie.

- O.. i co mam zrobić?

- Niech pan pozwoli mu grać. Najważniejsze by czuł z tego radość.

- Radość... dobrze powiedziane.

- Ja sobie tutaj wysiądę.

- Okej! Ale hola hola! A zdjęcie?

- Zdjęcie?

- Będzie pan trenować jakiś ważny klub to będę pierwszym który ma z panem zdjęcie! - gość wziął swojego smartfona i po kilku próbach zrobił selfie.

- Powiem panu że prędko to się nie wydarzy.

- Nic nigdy nie wiadomo...
__________________
krecik. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 19-10-2015, 08:51   #2
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 2 959
Domyślnie

Krecik powrócił?! Bardzo się cieszę z tego powodu. Oby na jak najdłużej!

Co do samego prologu - porządnie. Ciekaw jestem jak to się dalej potoczy, co za pomysł roi się w Twojej głowie.

Czekam z niecierpliwością na więcej.
sionko. jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 19-10-2015, 11:58   #3
Piocio4
Stały bywalec
 
Avatar Piocio4
 
Zarejestrowany: Dec 2011
Skąd: Białobrzegi
Postów: 808
Ostrzeżenia: 0/1 (3)
Wyślij wiadomość na gg do Piocio4
Domyślnie

Opowiadania wracają! Cieszę się, na pewno będę zaglądał
__________________


1971 1972 1974 1975 2012 2013 2015
Piocio4 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 24-10-2015, 21:46   #4
krecik.
Pisarski Oldboy
 
Avatar krecik.
 
Zarejestrowany: Dec 2010
Skąd: się biorą dzieci?
Postów: 917
Domyślnie

The Consistency - #1


Rozmowa z taksówkarzem dała mi trochę do myślenia. Niezależnie od tego gdzie chcielibyśmy być, co chcielibyśmy robić, żeby osiągnąć sukces trzeba zapieprzać. Ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca. Zaczął padać deszcz. Wracając do domu nie chciałem uruchamiać telewizji. Moim złym nawykiem było siadanie przed kanapą z laptopem, do tego miałem uruchomiony odbiornik w postaci pięćdziesięciu jeden cali i dodatkowo można było jeszcze rozmawiać przez telefon. Jako samotnik musiałem zabijać ciszę – której nienawidziłem. Tym razem skusiłem się tylko na radio.

- A teraz najnowsze informacje prosto z Manchesteru! Manuel Pellegrini już nie jest menadżerem The Citizens. Mówi się że na jego miejsce ma przyjść Diego Simeone prosto z Atletico Madryt. Władze Chelsea nie przedłużyły kontraktu z Benitezem. Jose Mourinho opuszcza Real Madryt! To wszystko w wiadomościach sportowych tuż za chwile.

Przyciszyłem radio. Miałem to wszystko gdzieś. I tak wiedziałem że mnie to ominie. Gdy byłem w złym humorze, miałem zwyczaj jedzenia słodyczy. Rozwalony na kanapie uruchomiłem laptopa. Przeglądając najświeższe informacje, stwierdziłem że coś z tym fantem trzeba zrobić – czyli z samym sobą. Wybrałem numer którego nie chciałem wybierać.

- Cześć Phil! Jednak szybko się namyśliłeś.

- Witam pana.

- Jednak moje oferty są zadowalające?

- Mogę zawsze je obejrzeć.

- Okej, tak więc pozwól że prześlę Ci na maila oferty klubów, które są zainteresowane pracą. Mam tam znajomych, więc z pewnością mógłbym Cię umówić na jakieś spotkanie.

- Okej. Dzięki. – Zalogowałem się na maila i zobaczyłem nazwy klubów, które nie były z najwyższej półki. Milwall, Brighton, Cardiff, Derby Country. Ostatni klub zaciekawił mnie najbardziej swoją historią. Z pewnością bolałby mnie fakt że prowadziłbym jednego z największych rywali dla Leicester. Przejrzałem oferty, piłkarzy o których wiem że są w zespołach. Ciężki orzech do zgryzienia. Postanowiłem się napić. Jako że jestem ostatni weekend w Londynie, zamknąłem laptopa, ubrałem się w koszule, wziąłem trochę gotówki i wyszedłem. Taksówkarzowi powiedziałem by zawiózł mnie do najbardziej ekskluzywnego lokalu w mieście. Klub Fabric w którym byłem kiedyś podczas zgrupowania kadry U-17 z moimi asystentami i sztabem, okazał się wtedy strzałem w dziesiątkę. W środku można było rozpoznać parę osobistości które są na pierwszych stronach gazet – od modelek, przez sportowców, po lekarzy aż do aktorów. Na wstępie wydałem pięćdziesiątkę na samo wejście jednak nie znalazłem miejsca.


Dlatego bar był dla mnie miejscem idealnym. Od razu kupiłem piwo, które powoli popijałem patrząc się na tyłki modelek, które łasiły się jak koty do właściciela. Chciały klapsa, jednocześnie udawały cnotki które nigdy nie widziały „interesu” faceta.

- Pan McGregor? – odwróciłem się. Stała przy mnie piękna azjatka, mająca na sobie dosyć skromną sukienkę, którą rozerwałbym jednym szarpnięciem.

- Tak, słucham. – uśmiechnąłem się i puściłem oczko.

- Nasz gość specjalny chciałby się z panem zobaczyć.

- Gość specjalny? – byłem w szoku. Azjatka wskazała na balkon.

- Zapraszam. – Złapała mnie delikatnie za rękę. Niczym małe posłuszne dziecko poszedłem za jej ponętnym ciałem, obserwując jej ruchy. Po chwili byliśmy na schodach, gdzie mogłem jeszcze bardziej podziwiać jej krągłości. Po chwili byliśmy na górze.

- Phil!

- No proszę bardzo! Neil Bath! Ten sam który mnie szkolił w akademii!

- Co tam ty stary Ogierze? – wyściskaliśmy się, w międzyczasie azjatka zniknęła.

- A co ma być?

- Słyszałem że na bezrobociu jesteś.

- Tak się składa że jestem.

- Roy i jego humorki?

- Naciskali na niego. Trzeci remis, od razu jakiś problem.

- Stary dziadek nie wytrzymuję tempa.

- Szkoda że musiałem po głowie ja dostać.

- Frankie mi mówił.

- Frankie?

- No tak. Nie wiem czy wiesz, ale jestem szefem akademii w najlepszym klubie piłkarskim w Londynie!

- Ho ho ho...

- Chwalipięta, tak wiem, haha! – Neil wskazał na kelnerkę, po chwili zaczęła rozdawać lampki z szampanem. – Widzisz Phil, mając trzydzieści osiem lat, pozwalam sobie na takie rzeczy.

- Czyli zostaniemy starymi kawalerami?

- A no tak, bo ty jesteś prawie mój rocznik.

- Niech będzie prawie. – przyjąłem lampkę szampana - Z jakiej to okazji?

- A czy musi być okazja? Pijmy i bawmy się!

- Dopóki można... - upiłem łyk szampana. Jako że nie byłem degustatorem tego trunku, odłożyłem szkło i wróciłem do piwa.

- No dobra Stary Wygo... opowiadaj. – w tle gra muzyka, typowe techno.

- Ale o czym? – Neil złapał mnie za kark. Był lekko podchmielony.

- No co Ci potrzeba... pracy, kobiety...

- Pracy... coś zawsze znajdę. Wiesz jak jest.

- Nie możesz skończyć na zwykłym warzywniaku czy jako listonosz w Leicester.

- A jak nawet jeżeli?

- Zawsze możesz zająć się czymkolwiek z piłką.

- Skauting...

- Chociażby – wlał w siebie całego szampana którego trzymał w dłoni.

- Ale kto chciałby TAKIEGO skauta, który niema znajomości?

- Ale znasz się na Młodzikach.

- To akurat prawda.

- No właśnie! Haha, a widzisz, u nas takie jest tyci tyci bum bum zawirowanie.

- Neil, co ty gadasz? – uśmiechnąłem się jeszcze bardziej widząc leżącego na kanapie kolegę.

- Mamy problem z nowym menadżerem...

- Z nowym?

- No bo hyc chodzi o to że hyc niedobrze mi...

- Będziesz rzygać?

- Szampan mi zaszkodził.

- Chodź odwiozę Cię do domu.

- NIE IDĘ DO DOMU! ZOSTAJĘ I JUŻ! – złapałęm Neila za barki. Mimo tego że był o wiele większy ode mnie, mogłem bez problemu go podnieść i na swoich barkach wynieść. Zamówiłem taksówkę, podjechaliśmy pod wielką posesję. Niespodziewałbym się że jako asystent w klubie mógłby AŻ tak się dorobić. Sam do siebie śmiałem się że mógłby robić dla jakiegoś araba. Sam poprosiłem później taksiarza o powrót do swojego mieszkania. Z lekkim mętlikiem w głowie zasnąłem, niewiedząc jakie mnie czeka jutro...



Budzik zadzwonił nadzwyczaj rano. Była niedziela. Ostatni dzień mojego pobytu w Londynie. Przy takich ruchach jak przez dłuższy czas, myślałem o hotelu, by to wszystko sobie ogarnąć. Jednak mimo lekkiego kaca, zacząłem porządkować swoje rzeczy. Głowy do alkoholu nie mam. Podobno polacy to naród który potrafi dużo wypić. Często ich mijam na ulicy. Strasznie szeleszczą tym swoim językiem i katują uszy. W Leicester mniej ich biega, jednak Londyn to zapewne ich chwilowa kryjówka przed lepszym jutrem – przed jutrem które miało nigdy nie nadejść. W lodówce nie było niczego oprócz światła i starego soku, którego konsystencja nie nadawała się do spożycia. Wyrzuciłem butelkę, ubrałem się w dres reprezentacyjny. Chcąc wyjść z mieszkania, zadzwonił telefon. Kolejny numer który nie był na mojej liście kontaktów.

- Tak?

- Cześć Stary! Z tej strony Neil...

- Skąd masz mój numer?

- Mam znajomości w federacji. Słuchaj mam taką nietypową sprawę do Ciebie...

- Nietypową?

- Najpierw to chciałbym podziękować za to co zrobiłeś ze mną wczoraj. Całe szczęście że mnie odprowadziłeś w porę.

- Nie ma za co. Kiedyś już tak Ci tyłek już uratowałem. Pamiętasz?

- Byliśmy Młodsi, ale nieważne. – było słychać śmiech kolegi. – Słuchaj...

- Tak?

- Cały czas szukasz pracy?

- To zależy co dla mnie masz.

- A bardzo jesteś zajęty?

- To znaczy teraz? Powinienem pakować się bo mieszkanie mam zwolnić dla nowego asystenta dla Roy’a. Federacja będzie zła że nie oddałem im kluczy.

- Federacja nie zając, nie ucieknie. To jak, masz trochę czasu?

- Jest dziesiąta rano. Co chcesz już pić?

- Ależ nie. Skąd! Słuchaj, pod twoim domem zaraz będzie limuzyna. Wsiądź w nią bez pytania, okej?

- To trochę dziwne.

- Spokojnie, nie zabiorę Ci nerki czy wątroby.

- To nie Albania by porywać i rozcinać ludzi.

- Albania?

- Czy Mołdawia... – palnąłem jakąś głupotę.

- Jak sobie chcesz, może być i Kazachstan. To jak, jedziesz?

- No okej. Kiedy ten kierowca będzie?

- Za chwile powinien być.

- To niech poczeka, bo muszę się przebrać.

- Nic nie kombinuj, wszystko będzie okej. Wsiądź tylko i o nic się nie martw.

- Okej. – Neil rozłączył się. Patrząc się chwile na wyświetlacz, założyłem adidasy, zamknąłem drzwi i zbiegłem wręcz na dół by być przed pojazdem. Nie wiedziałem co chcę ode mnie kolega, którego wczoraj przypadkowo spotkałem. Niestety, wychodząc przed klatkę, limuzyna już stała. Wsiadłem z tyłu do środka. Nikogo nie było. Gdy tylko limuzyna ruszyła, czułem się bardzo nieswojo. Po chwili uchyliła się szybka dzieląca tył z kierowcą.

- Dzień dobry, nazywam się Bryan. W kopercie ma pan wszystkie papiery które powinny się panu przydać.

- Jakie papiery?

- Samolot do Monako odlatuję za dwadzieścia osiem minut. Musimy zdążyć. W razie pytań, odpowiem panu później. Przez całą podróż będę wraz z panem, więc nie ma problemu się denerwować. – szybka się zasunęła. Nie miałem nawet okazji by zapytać się „O co tu kurna chodzi?!” Jakie Monako? Po co miałbym lecieć do Francji? Rzeczywiście, na podłodze leżała aktówka. W niej były papiery. Jednak na kopercie była karteczka „Otworzyć po przylocie do Monako”. Bardzo ciekawiła mnie zawartość, jednak nim się obejrzałem, minąłem bramy lotniska bez żadnego sprawdzania. Bez żadnego cła. Bryan otworzył mi drzwi.

- Powiesz mi o co tutaj biega?

- Ja wiem że mam z panem lecieć do Monako. Reszty dowiem się na miejscu.

- Czyli wiesz tyle co ja.. a ta aktówka?

- Ona jest dla pana, tam są podobno jakieś niezbędne papiery.

- Papiery?

- Zapraszam do samolotu. – Wszedłem do prywatnego samolotu. Wszystko w środku wydawąło się byc jak z reklamy. Owszem, warunki w reprezentacji były bardzo dobre, jednak nie aż tak dobre. Gdy tylko wzbiliśmy się w powietrze, otworzyłem aktówkę, rozerwałem kopertę i przejrzałem papiery które były do mnie.


__________________
krecik. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 24-10-2015, 23:58   #5
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 2 959
Domyślnie

AS Monaco? Chyba ktoś kiedyś pisał opowiadanie z tą drużyną
A tak na poważnie, całkiem ciekawa drużyna do prowadzenia, fajna polityka obrana przez włodarzy klubu z Księstwa, którą trzeba będzie skrupulatnie kontynuować.
Chociaż jeszcze nie zakładam, że to na 100% będzie AS Monaco. Nie zdziwiłbym się, jakby nastąpił jeszcze jakiś zwrot akcji.

A, i wyłapałem niewielki błąd. Na początku, nazwa jednego z klubów - nie Derby Country, a Derby County. Bez "r".
sionko. jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 25-10-2015, 17:35   #6
krecik.
Pisarski Oldboy
 
Avatar krecik.
 
Zarejestrowany: Dec 2010
Skąd: się biorą dzieci?
Postów: 917
Domyślnie

Cytat:
Napisał sionko. Zobacz post

A, i wyłapałem niewielki błąd. Na początku, nazwa jednego z klubów - nie Derby Country, a Derby County. Bez "r".


Błąd który zmienił mi office
__________________
krecik. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 31-10-2015, 16:40   #7
krecik.
Pisarski Oldboy
 
Avatar krecik.
 
Zarejestrowany: Dec 2010
Skąd: się biorą dzieci?
Postów: 917
Domyślnie

The Consistency - #2


Księstwo Monako – jest to wyspa która jest „przyłączona” do Francji. Bynajmniej piłkarsko. AS Monaco to klub który ma bogatą historię, bogatego prezesa, bogate złoża pieniędzy i bogatych piłkarzy, którzy z pewnością mogliby nie jedno ugrać. Akurat się zdarzyła dosyć ciekawa rzecz – powrót zespołu z wyspy do Ligue 1. Z pewnością to przyciągnie nowych kibiców do ligi francuskiej, przy okazji okażę się czy taki zespół będzie mógł od razu walczyć o mistrzostwo czy będzie składać pokłony w kierunku Paris Saint Germain czy Olympique Marsylia. Z uśmiechem na twarzy zobaczyłem informator dotyczący całego Monako oraz AS Monaco. Jednak nie spodziewałbym się tutaj niewiadomo czego. Być może chodziło o bycie asystentem w nowym projekcie który miał zawojować całą Europą – z pewnością. Po wylądowaniu na francuskiej ziemi, zostałem skierowany do kolejnej limuzyny, która zawiozła mnie do pewnej posesji, na klifie. Piękny widok, który mógłby przyciągnąć tutaj nie jednego filmowca, który chciałby nagrać film akcji. Trochę mój dres był tutaj nie na miejscu – wokół lokaje, służące, jakiś ogrodnik strzygł trawę. Nie mój świat. Wziąłem trzy głębokie wdechy. Wybrałem numer do Neila – cisza. „To pięknie” od razu tak sobie pomyślałem i zapukałem. Otworzył mi lokaj, będący w sile wieku.

- Eeee dzień dobry. – zwróciłem się po angielski.

- Dzień dobry. Pan McGregor? Zapraszam do środka.

- Oczekiwał pan na mnie?

- Oczywiście. Może jest pan głodny?

- Nie dziękuję... – z lekką nieufnością patrzyłem na lokaja.

- Proszę za mną. – przechodząc przez całą posesję mogłem zauważyć wiele obrazów, rzeźb, akwarium. Było tego mnóstwo. Wychodząc na taras, w oddali można było zauważyć gości którzy... grali w golfa. Jako że dochodziła trzynasta, można było odczuć lekki skwar. Z daleka podbiegł do mnie Neil, który wymachiwał kijem golfowym.

- Przepraszam że to tak wygląda. Miałem na lotnisko do Ciebie przyjechać, jednak musiałem tutaj zająć się naszym gościem.

- Naszym gościem?

- Ach, no tak. Proszę chodź ze mną. – Neil wyglądał na całkiem innego człowieka.

- Kac męczy?

- A daj spokój. – uśmiechnął się.

- я cholerna выбрать ! – krzyknął męzczyzna. Był dosyć postawny, widać było siwizne. Poprawiał swoje okulary przeciwsłoneczne. Rzucił kija w kierunku człowieka, który niósł całą torbę z resztą asortymentu.

- Tak więc, Phil, poznaj proszę...

- Ja gadać potrafie. Dmitrij Rybołowlew. – odparsknął Rosjanin.

- Phil McGregor. Bardzo mi miło.

- Mnie również. Widzi pan, gramy sobie w golfa, relaksujemy się, a pan...

- A ja w ogóle nie wiem o co tutaj chodzi.

- Spokojnie Phil.

- Przecież jestem spokojny.

- Da, widać. – uśmiechnął się głupio.

- Tak więc... mam wam liczyć punkty?

- Hahaha, dobre. Jednak nie. Pan tutaj jest gościem. Pan tu, pan tam. Może przejdziemy na Ty?

- Z chęcią.

- Poczekaj... E ty! – wskazał palcem na lokaja - Dwa razy wódka, tylko schłodzona! – Lokaj był dosyć szybki w serwisowaniu takich trunków. Nie chciałem tego robić, dodatkowo słońce niesamowicie prażyło. Jednak mus to mus.

- Uff.

- Ooo teraz to mogę grać! Dmitrij!

- Phil. – podaliśmy sobie jeszcze raz prawicę.

- Widzisz Phil, jesteś jednym z nielicznych brytoli który nie odmówił wódeczki. To rzadki okaz. – za to zaraz ten okaz miał puścić pawia.

- Mówiłem że będzie idealnym kandydatem.

- A ja mam pecha. No trudno, taka okazja przejdzie mi koło nosa.

- Koło nosa? Jaki kandydat? Wytłumaczy mi ktoś w końcu o co chodzi?

- Twój kolega Ci wytłumaczy. Ja trenuję dalej. – uśmiechnął sie Rusek po czym ustawił się do piłki. Ja wraz z Neilem wróciliśmy do pomieszczeń. Było ich pełno – z łatwością można byłoby się tutaj zgubić. Jednak po jakiś paru minutach byliśmy na drugim końcu hacjendy. Wchodząc do środka, można było zobaczyć zwykłe biuro. Nikogo w nim nie było.

- Dobra, o co chodzi? – zaczynałem się niecierpliwić.

- Zaraz Ci wszystko wytłumaczę, tylko czekam na jeszcze jedną osobę.

- Przecież ten cały Ry...

- Rybołowlew...

- Przecież to prezes AS Monaco.

- Tak to prawda. Mamy bardzo dobre kontakty odkąd są prowadzone wspólne interesy.

- Interesy?

- Po prostu stwierdziliśmy że możemy wraz z nim jeszcze bardziej zwiększyć potencjał akademii i nie tylko.

- Nie tylko?

- A no nie tylko. Dzień dobry. – kolejny wschodnioeuropejski głos który usłyszałem. Gdy spojrzałem na postać w drzwiach, myślałem że mam zwidy.

- Dzień dobry.. – odpowiedziałem niepewnie. Zrobił na mnie wrażenie jak mało kto.

- Chyba nie mieliśmy okazji się spotkać. A wiem że pan jeździł z reprezentacjami po całym świecie.

- Kadra tam gdzie ma mecz tam leci. – podałem prawicę Rosjaninowi.

- Wiadome. Ogólnie rzecz biorąc, otrzymał pan rekomendacje od samego Neila. Wierzę mu, ma przeczucie jeżeli chodzi o Młodzież i nie tylko, dlatego chciałbym z panem porozmawiać na pewien temat. – mężczyzna wskazał miejsca siedzące. Usiedliśmy w trójkę.

- Tak więc? – byłem bardzo niecierpliwy.

- Na samym wstępie chciałbym pana przeprosić za taką drakę związaną z samolotem. Na razie nie mogę się nigdzie ruszyć jeżeli chodzi o Monako. Nie mogę wrócić do Anglii, dopóki nie załawię pewnych spraw tutaj. Jednakże, mam nadzieje że załatwię kolejną również tutaj i pan mi w tym pomoże.

- Ja? – pokazałem palcem na siebie i zacząłem się śmiać.- Nie wiem jak mam pomóc.

- To proste. – Rosjanin wyciągnął cygaro, obciął końcówkę i odpalił. – Chcemy by pan pracował w moim klubie. – Nastała niezręczna cisza. Byłem w totalnym szoku.

- Okej. Jakie stanowisko miałbym otrzymać? Jakie grupy młodzieżowe?

- Żadne. Chcę by pan przejął pierwszy zespół i stał się menadżerem zespołu. To ile obowiązków pan przyjmie, będzie zależeć tylko od pana. – teraz to mnie dopiero zamurowało.

- Ale, ale dlaczego akurat ja?

- Tutaj to już ja odwaliłem robotę. – Wtrącił się Neil. – Wiem jak pracujesz, wiem że gdyby nie fakt że pracowałeś w federacji i budowałeś najnowsze struktury wśród juniorów, wiem że masz fantastyczne pomysły na rozwój.

- Przecież Jose Mourinho jest na „wolności”. Nie możecie swojego wziąć z powrotem?

- Sprawa wygląda trochę inaczej.

- To znaczy?

- O nich chciałbym pogadać po usłyszeniu pańskiej decyzji.

- W takim wypadku wolałbym najpierw usłyszeć jakie są komplikacje.

- Po prostu nam chodzi Phil, czy jesteś w ogóle zainteresowany tą ofertą.

- No jasne! Jednak muszę znać te komplikacje.

- Okej, w takim razie sprawa wygląda tak..
__________________
krecik. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 07-11-2015, 23:43   #8
Mila.
Senior
 
Avatar Mila.
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Skąd: Ostrołęka
Postów: 2 433
Wyślij wiadomość na gg do Mila.
Domyślnie

No mam nadzieję, że będziesz to kontynuował. Nie dość, że opowiadanie krecika to jeszcze wszystko wskazuje na Chelsea. Czekam z niecierpliwością na więcej, bo zapowiada się bardzo fajnie
__________________
http://forum.fifaserwis.com/signaturepics/sigpic25895_2.gif

Mila. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
stare 17-11-2015, 21:20   #9
krecik.
Pisarski Oldboy
 
Avatar krecik.
 
Zarejestrowany: Dec 2010
Skąd: się biorą dzieci?
Postów: 917
Domyślnie

The Consistency - #3

- Chcemy byś został pierwszym menadżerem w Chelsea. Neil powiedział że jesteś idealnym gościem na to miejsce. Co prawda nie masz doświadczenia w Premier League, jednak przekonuję mnie twoja praca wśród młodzieży gdzie musiałeś również się wykazać by takiego Luke Shaw’a sprowadzić na dobrą stronę czy Phila Jones’a w reprezentacji młodzieżowej. Jednak są małe haczyki, o których powinienem powiedzieć Ci po podpisaniu umowy, jednak...

- Jednak?

- Zgłodniałem. Chcecie coś? – Abramowicz podniósł słuchawkę która leżała na biurku.- Trzy hamburgery plus duża pizza! – po chwili ładna służąca która była nadzwyczaj ładna przyniosła dania. - Ooo! Jedzmy! – Neil i Rosjanin wzięli się za opróżnianie talerza.

- Jednak?

- A no tak, gdzie moje maniery... – zza lady Roman wyciągnął whisky. - Nie lubię rudych trunków, jednak zawsze popitka jakaś będzie. A tak tak, już kończę. – powiedział z pełnymi ustami.- Sprawa wygląda następująco. Menadżer z którym byliśmy umówieni, zresztą... – Rosjanin popił whisky.- Ahhh dobra. Będę walił wprost. Jak wiesz, Jose Mourinho odszedł z Realu. To był nasz pierwszy transfer na ławkę rezerwowych. Benitez może owszem, jest trenerem z predyspozycjami, jednak potrzebowałem starej dobrej szkoły. Jednak... Jose zachował się bardzo nieprofesjonalnie. My mu specjalnie opłaciliśmy pierwsze rachunki, on natomiast patrzy się na Citizens jak na swoją nagą kobietę, po czym bierze całość bez zastanowienia nad swoimi czynami.

- Byliście dogadani z Mourinho? – zacząłem zajadać pizze. Atmosfera się o wiele rozluźniła.

- Oczywiście że tak! Jeszcze za czasów gdy prowadził Cristiano w Realu, już byłem dogadany z nim. Niestety, informacje o tym że Pellegrini stracił pracę dały mi powody do wkurwienia jeszcze bardziej. Tak więc Neil wpadł na pomysł żeby pogadać z tobą. Podobno za głupią durnotę straciłeś pracę w reprezentacji. – od razu przypomniała mi się sytuacja z Roy’em i jego wyżywaniem się. - Jednak mnie to nie razi, ponieważ wiem jak jest ten stary cap. – byłem w lekkim szoku. - Jestem jednym z najbogatszych prezsów w Premier League, próbuję coś z tym klubem osiągnąć. Małe kroczki do przodu, a będziemy bardziej majątkowi jak United czy Arsenal.

- No dobrze, a jeżeli chodzi o te haczyki?

- Mourinho zachciał powrót swoich transferów w Chelsea. On tu nie przyszedł, więc niestety paru piłkarzy dostaniesz z nieba ot tak, niezależnie od tego czy Ci się przydadzą czy nie. Niestety już teraz jest za późno na odwroty, ponieważ piłkarze podpisali umowy i lada moment jak okienko dobrze ruszy to będą w składzie.

- I tutaj może być problem.

- Problem?

- Niesubordynacja. Niektórzy są bardzo wierni The Special One. Niespodziewałbym się że w świecie piłki nożnej będzie kiedykolwiek taka sytuacja.

- Czyli wziął swoich żołnierzy...

- Można to tak nazwać. – Neil poczęstował się kawałkiem pizzy.

- Okej, a sztab szkoleniowy?

- Ja tylko chcę by Neil był przy tobie jako asystent. W międzyczasie on kogoś sobie wyszkoli na jego miejsce w akademii.

- A resztę mogę sobie dobrać sam?

- Tak jak zawsze. Umowa obowiązywałaby nas na pierwszy rok. Jeżeli byś się sprawdził, to chciałbym byś przedłużył kontrakt. To takie moje zabezpieczenie abyś nie odwalił manewru jak Jose.

- Trochę mnie zamurowała ta propozycja. A jakie są wymagania wobec mnie?

- Chcę byś pokazał wszystkim, że Chelsea ma się dobrze. Tu mi mówią że Frankie odejdzie, tu ktoś pieprzy mi że to już nie będzie ta sama Chelsea. Musisz wszystkim pokazać że klub z Centrum Londynu ma się dobrze i może lać każdego.

- Tylko po co ta szopka z tym Monako?

- Mam tutaj małe interesy z prezesem Monako. Ale bez nerwów – nie oddamy Cię do jakiejś śmiesznej francuskiej ligi gdzie tylko kasa się liczy.

- Tak więc, zdecydowany?

- A jakbyśmy się wczoraj nie spotkali, to jakbyś ze mną nawiązał kontakt?

- Nie wiem, pewnie złapałbym Cię w domu. – Neil głupio uśmiechnął się.

- Umowę kiedy miałbym podpisać.

- Jeszcze dzisiaj. Informacje na wszystkich portalach społecznościowych od razu obiegłyby świat. A jutro wraz z rozpoczęciem okienka transferowego, musiałbyś być na Stamford Bridge podczas konferencji prasowej. Dodatkowo parę wywiadów, jakieś spotkanie z małą grupką fanów.

- Jak na prezesa, to zajmuje się pan drobnostkami.

- To moje oczko w głowie, jednak nie mieszam się do pracy szkoleniowca. Wolę go zlinczować na koniec sezonu. –uśmiechnął się szyderczo Roman.- To wy sobie pogadajcie, a ja idę zobaczyć jak mój kolega po fachu gra w golfa. – wziął dwa kieliszki, whisky i wyszedł.

- I jak?

- Chelsea Londyn...

- Nieźle.

- No okej, ale jak ty tutaj się odchowałeś?

- Ciężka praca i widzisz. Romek tak naprwadę mógłby wszystko zrobić to co ja powiem. Po prostu jestem jego lojalnym żołnierzykiem i wiem co jest dobre dla tego klubu a co nie.

- A nie myślał o Pellegrinim?

- Jasne że myślał. Ale co miałem powiedzieć? Że jest za stary? Zresztą on chyba otrzymał ofertę z Włoch.

- Kiedy mam umowę podpisać?

- Za niedługo mamy samolot powrotny do Londynu. Wieczorem będziemy w siedzibie klubu, odwiedziesz sobie stadion. Dostaniesz mieszkanie służbowe o które się tak martwiłeś i jakiś samochód na początek. Dodatkowo jak złożysz podpis na umowie, automatycznie nie będę się rządzić tak jak to ma miejsce teraz. – Neil parsknął śmiechem ze swojego tekstu. – Pasuję oferta?

- Jak najbardziej. Jednak jak mam się spotkać z piłkarzami, to czeka mnie mnóstwo pracy jeszcze dzisiaj.

- Spokojnie. Piłkarze co prawda wrócili z urlopów i są do naszej predyspozycji, jednak trzeba się zastanowić nad nowymi kąskami w Chelsea.

- Nowymi kąskami... kto tak w ogóle tam jest?

- Eto’o, Schurle i na tą chwile Willian.

- Eto’o pewnie będzie sprawiać problemy.

- Myślał że ugra coś jeszcze za kadencji Mou, a tej kadencji w ogóle się nie doczekał.

- Potrzebuję na teraz listę zawodników, łącznie z wypożyczeniami.

- Czyli rozumiem że chcesz zacząć pracę już w samolocie?

- Tak, już w samolocie.

- Okej. W takim wypadku nie pozostaję mi nic innego tylko... – wziął ostatni kawałek pizzy – dobrze się najeść, bo pizza jest tutaj bardzo dobra.

- Lubicie tak bardzo zeskakiwać z tematu na temat?

- Troszeczkę. – głośno mlaskał podczas wymówienia jednego słowa. Wylot z Monako odbył się bez większych problemów. Powrót do Londynu był dla mnie zbawieniem. Nie spodziewałbym się nigdy w życiu że taka oferta pracy przyjdzie mi pod sam nos. Nic, tylko wykorzystać. Roman to człowiek z pieniędzmi, nie kryje się z tym. Chcę robić z sobie osobę która dominuje na każdej płaszczyźnie, jednak Anglia zmiękczyła go. Miał być zimny jak lód Wujek Roman a jest po prostu Roman.



Na Stamford Bridge były pustki. Ludzie którzy zajmowali się dbaniem o wygląd całego obiektu kręcii się gdzieś po korytarzach. Wchodząc po kolejnych schodkach do Sali konferencyjnej miałem dreszcze. Przeszywał mnie lekki niepokój. W środku jednak... nikogo nie było.

- Nie ma żadnego zarządu?

- Po co zarząd, skoro jestem ja? – uśmiechnął się Roman.- Umowa czeka na Ciebie na biurku. – Usiadłem wygodnie i zacząłem czytać. Umowa była tak skonstruowana, że gdyby w razie jakbym zerwał kontrakt, musiałbym płacić drakońskie kary dla klubu. Chyba że są jakieś przypadki losowe – wtedy to zależy już od całego zarządu wraz z radą drużyny. Mieszkanie wydawało się być okej, niedaleko stadionu. Samochód do wyboru, ale z tym problemu być nie powinno. Kwota również na umowie mnie jak najbardziej zadowalała. Złożyłem podpis pod umową.

- No i mamy nowego menadżera!

- Tak. – uśmiechnąłem się. Do Sali weszła sekretarka której spojrzenie dało się na sobie odczuć. Przekazałem jej dokumenty, przy okazji popatrzyłem jak spódniczka kręci się od lewej do prawej strony wraz z chodem ślicznej brunetki.

- Fajna co? – Roman był bezpośredni.

- Okej. Skoro już podpisałeś umowę, to masz w ogóle pomysł jak chcesz ustalić sztab szkoleniowy?

- Trochę jestem zaskoczony tempem tego wszystkiego, jednak sztab spokojnie zdobędę.

- Jakbyś miał jakiś problem, w telefonie służbowym masz mój numer. To chyba tyle.

- Na to wygląda.

- Dzisiaj już żadnych wycieczek Ci nie zrobimy. Ale jutro przy zdjęciach pooprowadzam Cię po obiekcie. Zwiedzisz to i owo.

- Neil, masz tą listę?

- Jasne. – mój nowy asystent przekazał mi listę zawodników w pierwszym i drugim zespole.

- Jutro przekażę Ci, których zawodników chcę widzieć pojutrze. Niektórzy będą musieli wrócić z wypożyczeń. Nawet jeżeli tylko na chwile, to chcę by byli wszyscy.

- Okej, na mnie pora. Jeszcze dzisiaj mały pokerek ze znajomymi. Jakby co, jestem pod telefonem. Jest mi niezmiernie miło że będziesz Phil pracować u nas. Mam nadzieje że wyprowadzisz Chelsea na piedestał.

- Postaram się. – Wróciłem dostarego mieszkania po rzeczy. Transport do nowego zajął mi trochę czasu, ostatecznie przed północą usiadłem nad listą. Siedemdziesiąt osiem nazwisk, w każdym z nich jest inne szczęście, inna radość, inna mentalność.


__________________
krecik. jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz

Bookmarks


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd Oceń ten temat
Oceń ten temat:

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 22:31.


Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
Tłumaczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin

Linki: Masz komórkę ? Polecamy najnowsze gry java na telefon. Ściągnij także dzwonki mp3 na telefon.