FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA  


Wróć   FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA > SERIA FIFA > Wasza Twórczość > Archiwum

 
 
Narzędzia wątku Ocena: Ocena wątku: 23 głosów, 3.48 średnia. Wygląd
stare 24-01-2013, 20:16   #1
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie Spotkanie z rzeczywistością.

Zastrzegam, że w poniższym dziale wszelkie postacie, wszystkie wydarzenia, zachowania bohaterów itp są wymysłem mojej wyobraźni i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jest to pełna fikcja.


Prolog.


Warszawska Wola. Siedziałem w małej, gównianej, chińskiej knajpie. Kilka stolików było przykrytych kiczowatą ceratą w czerwono-białą kratę. Jakiś Wietnamczyk wykrzyczał moje zamówienie:
- Kurczak w cieście!
Wstałem, podszedłem do lady, odebrałem zamówienie. Przechodząc obok starszego gościa, który był stałym bywalcem knajpy, zdałem sobie sprawę, że azjata, który wywołał moje żarcie, zaskakująco dobrze wymawiał nazwy potraw, które przyrządzał.
Knajpa była gówniana, więc i sztućce i talerz były gówniane. Nawet program, który leciał na dużym telewizorze powieszonym w rogu pomieszczenia, był gówniany. A może tak mi się tylko wydawało. Bo sam byłem w gównianym nastroju. I nie było to tylko chwilowe uczucie. Zawsze czułem się jak gówno. A teraz pogłębiałem się w tym jeszcze bardziej.
Przynajmniej żarcie było dobre.

Zjadłem wszystko co miałem na talerzu, wziąłem naczynie, odstawiłem je na ladę i podziękowałem Chińczykowi lub Wietnamczykowi, w każdym razie – skośnookiemu, zarzuciłem przez ramię torbę i poszedłem do wynajmowanej niedaleko kawalerki. Idąc między wolskimi blokami, zastanawiałem się tylko, jak długo stać mnie jeszcze będzie na szukanie pracy i kiedy będę musiał zacząć się sprzedawać na ulicy za marne grosze, żeby mieć dach na głową. Miałem 30 lat i od kilku miesięcy szukam pracy. Oczywiście, w jedynym zawodzie jaki chciałem uprawiać. Powoli kończyły mi się oszczędności. Co noc, przed pójściem spać, błagałem siły wyższe, żeby któryś z prezesów wywalił na zbity pysk jakiegoś trenera w klubie, w którym mógłbym go zastąpić i miałbym regularnie płacone.

Wszedłem do mieszkania, rzuciłem plecak w kąt, walnąłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Nie zwracałem uwagi na to co oglądałem, przez ostatni czas chłonąłem wszystko. Nie cieszyłem się już niczym, tak jak nic już nie wprawiało mnie w większe przygnębienie.

Kląłem w myślach „sezon ogórkowy”, który właśnie był. Niewiele klubów pozostawało jeszcze bez trenera. Każdy miał już jakieś plany na nadchodzący sezon 2012/13. Za chwilę miało rozpocząć się okno transferowe. Gdy miałem pracę, kochałem ten czas. Szukanie, namawianie, gierki, czasem nawet nieczyste, to był mój żywioł.
W pewnym momencie przestałem się łudzić. Każdy człowiek jest przekonany o swojej wyjątkowości. Też taki byłem. Z czasem jednak zacząłem widzieć prawdę. Byłem, tak jak ta knajpa, jak te sztućce i talerze, jak te programy w telewizji – gówniany. A CV miałem nie najgorsze. Najpierw trenowałem kilka roczników dzieciaków w Legii z dużymi sukcesami. Zdobywaliśmy kolejne szczeble mistrzowskie. Potem, zachłysnąłem się własnym ego i chciałem szybko przejść do piłki seniorskiej. Wiedziałem, że w Legii jeszcze nie mam czego szukać, ale pod swoje skrzydła przyjęła mnie Legionovia Legionowo, gdzie byłem asystentem pierwszego trenera w trzecioligowej drużynie i jednocześnie pierwszym szkoleniowcem rezerw tej drużyny, z którą wywalczyłem awans do ligi okręgowej. Następnie przeszedłem do drugoligowego Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, gdzie byłem na identycznych zasadach jak w Legionowie. Asystowałem pierwszemu trenerowi, a z rezerwami Świtu wywalczyłem awans do ligi okręgowej. Potem trafiłem do podwarszawskich Ząbek, gdzie zanotowałem wyższy skok w mojej karierze. Początkowo miałem być asystentem, jednak pierwszy trener zrezygnował i to ja objąłem jego stanowisko. Było mi tam całkiem dobrze, byliśmy ciągle w pierwszej lidze, staraliśmy się nie spaść do niższej klasy rozgrywkowej i wychodziło nam to.
Wtedy, oczywiście, znowu poczułem się mocniej, moje nadęte ego myślało, że jestem panem tego świata i mogę już wszystko. Otóż, klub przeżywał trochę gorsze chwile pod względem finansowym. Ja nie chciałem przyjąć tego do wiadomości. Stanąłem przed prezesem i postawiłem mu ultimatum – albo wypłacą mi wszystkie zaległe pensje albo odchodzę. Byłem przekonany, że jestem skarbem dla Dolcanu, a jeżeli mnie nie docenią, to szybko znajdę kolejną pracę. Prezes się nie wahał, wypieprzył mnie na zbity pysk, a pracy wciąż nie mam.

Wciąż siedziałem na kanapie, która jednocześnie była moim łóżkiem i analizowałem swoje życie. W tle leciał „Jeden z dziesięciu”, a mi się wydawało jakbym był uczestnikiem tego teleturnieju, tylko, że stawką jest szczęście. Trzykrotnie źle odpowiedziałem życiu swoimi wyborami i zostałem wyautowany.
Zacząłem myśleć o tym, jak byłem młodszy. Już wtedy byłem nieszczęśliwy. Właściwie, to uczucie było mi tak dobrze znane, że nie wiem czy potrafiłbym teraz rozpoznać szczęście. Studiowałem to czego właściwie nie lubiłem, ale nie widziałem dla siebie kierunku, w którym bym się spełniał. Jak po grudzie przebrnąłem te zasrane pięć lat i zostałem magistrem. Jedyny pozytyw z tego czasu, to że studia są na tyle niewymagające czasowo, że równolegle robiłem kolejne stopnie licencji trenerskich piłki nożnej. Jedynej rzeczy, która mnie interesowała. W końcu uzyskałem to słynne UEFA Pro, porobiłem wymagane staże, ale jak widać, na nic mi się to nie zdało. Chociaż, przynajmniej miałem jakiś fach w ręku.

Zadzwonił telefon. Odebrałem go spokojnie i bez jakiegokolwiek entuzjazmu.
- Ta? – burknąłem po wciśnięciu guzika z zieloną słuchawką.
- Siema Mati – powiedział mój kumpel, którego poznałem na uczelni. – Dzisiaj spotykamy się starą grupą ze studiów. Zainteresowany? – czułem, że jest podekscytowany.
- Jasne, spoko, przyjdę – odpowiedziałem dalej będąc wyprutym z emocji.
- Napisze Ci esem gdzie i o której. Pozdro! – zakończył rozmowę kumpel – Janek.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć. Usiadłem wygodnie, wziąłem do ręki pilota, skakałem po kanałach i dalej wysysałem z siebie jakiekolwiek oznaki radości, tłumiąc je w zarodku.

Po godzinie przyszedł obiecany sms:
Cytat:
Sketch. Ul. Foksal 19. Bądź przed 20, to wypijemy sobie jeszcze piwko tylko we dwóch, żeby nadrobić zaległości, bo dawno się nie widzieliśmy.
Odrzuciłem telefon gdzieś od siebie, na drugi koniec kanapy. Wstałem, wziąłem prysznic, ubrałem się przyzwoicie i wyszedłem z mieszkania.
Poszedłem na przystanek. Poczekałem chwilkę na przyjazd autobusu. Wsiadłem w E-2, który jechał bezpośrednio w okolice lokalu.
Znalazłem miejsce siedzące. Jedno z niewielu. Ta linia było mocno uczęszczana przez Warszawiaków. Spojrzałem na wszystkich ludzi, siedzących w pojeździe. Wszyscy mieli kamienne twarze, nikt na nikogo nie patrzył, jedni wlepiali ślepia w okno mając słuchawki na uszach, inni czytali książki, a jeszcze inni patrzyli beznamiętnie przed siebie odpływając we własnych myślach. Każdy z nich był dla mnie, jak i między sobą, anonimowy. Twarze, które za chwile wypadną z mojej pamięci. Ale za każdą z tych twarzy kryła się jakaś historią. Każdy z tego lasu nieinteresujących mnie głów, dźwigał na sobie bagaż doświadczeń i problemów. Samotny młody człowiek zagubiony we współczesnym świecie; zapracowana matka obładowana reklamówkami z zakupami, która widuje swoje dzieci tylko wieczorami, bo cały dzień haruje na dwa etaty; facet w średnim wieku, który ma problemy z żoną, a jego dzieci nie doceniają zarobionych przez ojca pieniędzy; w końcu, starsza babcia, która rzadko widuje swoje dzieci, a wnuczki wypięły się na nią, jedzie właśnie do apteki, żeby wydać ostatnie pieniądze na leki, martwiąc się za co przeżyje resztę miesiąca; i wiele, wiele innych historii, na które jesteśmy nieczuli i przechodzimy koło nich zobojętniali, uważając, że to nie nasz problem. Niestety, takie jest dzisiejsze społeczeństwo i nie powinniśmy tego oceniać – bo wszyscy jesteśmy jego częścią i powielamy te zachowania. To nie ocena, to stwierdzenie faktu.

Dojechałem wreszcie na mój przystanek. Wysiadłem z autobusu, stanąłem przed drzwiami lokalu, w którym byliśmy umówieni. Sprawdziłem czy na pewno mam w kieszeniach klucze, komórkę i portfel, poczym wszedłem do środka, aby spędzić kolejny wieczór z alkoholem, który czasem pomagał obudzić we mnie zachowania żyjącego człowieka.

Ostatnio edytowane przez sionko. ; 28-01-2013 o 22:52
sionko. jest nieaktywny  
stare 24-01-2013, 20:26   #2
bitt.
HANYS
 
Zarejestrowany: Jun 2011
Skąd: Rybnik
Postów: 1 955
Ostrzeżenia: 1/0 (0)
Domyślnie

Oceniać nie ma czego, bo to dopiero początek, ale bardzo ciekawy. Nie pozostaje nic innego tylko czekać na kolejne odcinki.
bitt. jest nieaktywny  
stare 24-01-2013, 21:48   #3
Mashu
Dla Cata - Maschu
 
Avatar Mashu
 
Zarejestrowany: Dec 2011
Skąd: Kraków
Postów: 1 129
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Domyślnie

Widzę, że w opowiadaniach moda na nasze, polskie realia. Zainteresowała mnie historia Mateusza, na pewno będę tu zaglądał. Jak zwykle wszystko na wysokim poziomie.
Mashu jest nieaktywny  
stare 25-01-2013, 14:24   #4
Meeko.
1906
 
Avatar Meeko.
 
Zarejestrowany: Jul 2011
Skąd: Kraków
Postów: 163
Wyślij wiadomość na gg do Meeko.
Domyślnie

Czekałem na Twoje opowiadanie, bo wiedziałem, że będzie świetne. Po przeczytaniu prologu - chyba się nie pomyliłem Aż chętniej się wchodzi do tego działu, gdy widzi się opowiadania Krecika, Kovu, Jensa, albo Twoje. Co do samego opowiadania to myślę, że fajną odskocznią było by objęcie jakiegoś polskiego klubu. Życzę weny i czekam na dalsze losy !
Meeko. jest nieaktywny  
stare 25-01-2013, 14:39   #5
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie

Król powrócił - Tylko w taki sposób mogę nazwać Twój powrót do pisania. Jestem niezmiernie szczęśliwy, że znów piszesz. Jak zawsze będę tu zaglądał. Na chwilę obecną nie za bardzo mam co oceniać, ale sam Twój styl pisania jest tak świetny, że brakuje mi słów. Z łatwością można wrzuć się w tekst i wydaje się jakbym to wszystko obserwował z boku. Życzę weny, powodzenia mistrzu!
Qu. jest nieaktywny  
stare 25-01-2013, 18:29   #6
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

1.


Wszedłem do lokalu. Był w połowie zaludniony. Było kilka wolnych stolików i kilka stołków przy barze. Udałem się więc po coś, żeby zmoczyć gwizdek. Usiadłem przy barze.
- Co podać? – zapytał barman. Był lekko grubawy, ubrany w elegancką kamizelkę od garnituru nałożoną na białą koszulę, która opinała jego brzuch. Ale twarz miał sympatyczną.
- Tyskie w butelce, poproszę – powiedziałem, grzebiąc w kieszeni, żeby wydobyć z niej banknot, którym mógłbym zapłacić na alkohol.
Gdy popijałem małymi łyczkami w powolny sposób chmielowy napój, poczułem dotyk na moich plecach. Odwróciłem się i zobaczyłem, ze był to Janek. Cholera, nic się nie zmienił. Poczciwa twarz z lekkim, kilkudniowym zarostem na brodzie, wciąż trochę niższy ode mnie, ubrany jednocześnie na sportowo i elegancko, z uśmiechem od ucha do ucha i w tych samych okularach co na ostatnim roku studiów.
- Siadaj, Janie – powiedziałem, wskazując mu wolny stołek koło mnie.
- Opowiadaj, co słychać w wielkim świecie – zagaił, zamawiając jednocześnie piwo dla siebie.
- Nic ciekawego, gówno wciąż jest gównem, stokrotki już nie pachną tak fajnie, a Ty dzisiaj znowu zapijesz mordę – odpowiedziałem, uśmiechając się ironicznie.
- A Ty jak zwykle pesymistycznie, w złym nastroju i udupiasz sam siebie… - zrobił którą przerwę. – A to właśnie przez to zawsze się upijam w Twoim towarzystwie – odwzajemnił uśmiech.
Posiedzieliśmy jeszcze przez chwile sącząc browar. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. O dupach, o kolejnych stażach w różnych pracach, o piłce nożnej, powspominaliśmy studenckie czasy i imprezy. Powoli schodziła się reszta grupy. Weszliśmy więc na wyższe piętro lokalu, gdzie były wygodne sofy. Było nas tylko pięcioro: ja, Janek i trzy dziewczyny, choć zapowiadali się wszyscy – cały komplet dwudziestu osób.

Zaczął się festiwal przechwalania. Każdy chciał wygrać swojego rodzaju konkurs „Komu wiedzie się w życiu lepiej”. Kiedy byliśmy na uczelni, każdy miał równie mocno przejebane – egzaminy, kolokwia, kolejna prezentacje i prace pisemne do przygotowania. Ale teraz, gdy wszyscy wyszliśmy z dyplomem, każdy chciał pokazać, że jest lepszy od swoich rówieśników.
- Ja wróciłem do rodzinnego miasta, ale przyjechałem na tydzień do Warszawy załatwić kilka spraw – zaczął Janek. – Ogólnie to pracuję w Urzędzie Miasta, w dziale Budżetu i Finansów. Mimo, że jestem najmłodszym pracownikiem, podobno szykuje mi się awans na kierownika departamentu. Dobrą kasę można z tego wyciągnąć.
- To fajnie, cieszę się – skłamała Dagmara. Fajna laska, miała długie nogi, była brunetką i miała twarz jak modelka z Playboya. Potrafiła być czasami irytująca, ale zawsze do niej zarywałem po pijaku. Zawsze dostawałem kosza, bo ma chłopaka, z którym wiąże swoje plany na daleką przyszłość. – Ja założyłam własną firmę. Organizujemy wesela. Dopiero zaczynamy, ale mamy już zarezerwowane terminy do końca roku. Trafiłam chyba w niszę. Powoli zbieram pieniądze na mieszkanie.
- To moja krew – zażartowała Magda, przytulając Dagmarę do siebie. Obie dziewczyny były najlepszymi koleżankami na wydziale. Były nierozłączne. Maga nie była już tak ładna, mimo, że zawsze miała powodzenie u facetów. Była naprawdę inteligentna i przygotowywała świetne notatki na każdy przedmiot. Dzisiaj ubrała się dosyć seksownie i każdy koleś w lokalu zerkał na nią ukradkiem. – Ja przeprowadziłam się do Szwajcarii i pracuję tam w banku jako menedżer działu obsługi klienta. Mieliście szczęście, że udało wam się akurat teraz mnie namierzyć w Polsce. Znalazłam faceta, myślimy powoli o ślubie. Ostatnio kupiłam sobie samochód, piękne cacko, szkoda, że nie udało mi nim przyjechać dzisiaj.
- To widzę, że każdemu się poszczęściło – do gry włączyła się Baśka. Miała klasyczną urodę, ale każdy wiedział, że będzie dobrym materiałem na żonę. Miała swoje zasady, była roztropna i cieszyła się szacunkiem całej grupy. Zawsze wiedziała jak się zachować i co powiedzieć. – Ja robię studia podyplomowe i właśnie udało się dostać stypendium w Stanach. Za miesiąc wylatuję do Connecticut, konkretnie do New Haven, gdzie kontynuować będę naukę na Yale. Nie mogę się już doczekać. Zapewniają mi darmową naukę i bezpłatny akademik. Mam nadzieję, że mi się tam powiedzie.
- A Ty, Mati? Mów co u Ciebie słychać – zaczepił mnie Janek.
- Nie ma co opowiadać. Szkoda zachodu – odparłem po cichu.
- No dawaj, mów – zachęcała mnie Magda.
- No dobra, chcecie wiedzieć to proszę: niedawno wypieprzyli mnie z roboty na zbity pysk, powoli kończą mi się pieniądze więc prawdopodobnie niedługo wyląduję na bruku i będę mieszkał w przytułku, o samochodzie nawet nie marzę, a w pracy do tej pory miałem niezbyt duże sukcesy – po tej krótkiej wypowiedzi spojrzałem w oczy wszystkich. Każdy z nich, mimo, że na ich twarzy widniał smutek, w oczach skakał im mały ludzik cieszący się, że komuś się powinęła noga.
- Ty jesteś związany ze sportem, prawda? – drążyła Dagmara. – Z piłką nożną, jeżeli się nie mylę. To tak ciężko tam pracę znaleźć?
- Może zmieńmy temat, wystarczy tych dyrdymał. Powspominajmy może czasy melanżowe, bo jest co! – uratował mnie Janek, poczciwy Janek.

Potem szło piwo za piwem. Powoli dziewczyny zmywały się do domów, a ja z Janem zostaliśmy na placu boju. Ja jakoś wytrzymywałem tempo, za to mój kompan zaczynał powoli odpływać. Starał się nawet zagadać do jakiejś panienki siedzącej przy stoliku obok, ale robił to tak nieporadnie, że dostał liścia w twarz i prawie oberwał kieliszkiem w głowę.
Wspólnie podpieraliśmy się o siebie i wyszliśmy na ulicę. Mieliśmy tyle szczęścia, że od razu podjechał nocny autobus. Wpakowaliśmy się do środka i pojechaliśmy na Dworzec Centralny. Tam czekaliśmy na kolejną przesiadkę do mojego mieszkania. Janek skazany był na nocowanie na mojej podłodze. Mimo, że usilnie starał się wpakować jakiejkolwiek dziewczynie do łóżka.
- Cześć mała, fajnie wyglądasz – zagadał do jakiejś panienki stojącej koło nas na przystanku.
- Dzięki – odpowiedziała dziewczyna, ewidentnie olewając mojego kolegę, poczym odwróciła się do niego plecami.
- Ty, chyba do niej zarwę, dobra dupa z niej – powiedział do mnie Janek, ale zrobił to na tyle głośno, że usłyszała to też dziewczyna, do której się zalecał. Spojrzała na niego z wyrzutem i Janek był blisko zebrania kolejnego liścia.
- Wybacz – wkroczyłem do akcji i zwróciłem się do kobiety. – Kolega jest trochę pijany i nie wie co mówi. Musisz być trochę wyrozumiała dla upośledzonych ludzi. Choć w jednym miał rację, jesteś bardzo ładna – łagodziłem sytuację.
Dziewczyna wyjęła z torebki kartkę i długopis, napisała na niej ciąg cyfr i podała mi: - Ty możesz do mnie zadzwonić, on nawet niech się nie waży się spojrzeć na tą kartkę.

Podjechał nasz autobus i wsiedliśmy. Po trzydziestu minutach byliśmy już w moim mieszkaniu. Dałem Jankowi poduszkę i koc i kazałem mu się położyć na podłodze. Ten szybko się wtulił w przykrycie i rzucił do mnie:
- Jesteś dobrym kumplem. Załatwię Ci pracę w Twojej ukochanej Legii. Albo nie, ja tak zachachmęcę, że jeszcze będziesz trenował Real albo Barcelonę, zależy co wolisz.
- Ty się lepiej martw, żeby mi na podłogę nie narzygać, bo będziecie czekało Cie ostre szorowanie parkietu – powiedziałem, poczym sam położyłem się do łóżka, czekając aż wcześniej wypity alkohol utuli mnie do snu.
sionko. jest nieaktywny  
stare 25-01-2013, 20:57   #7
dees.
nowicjusz
 
Avatar dees.
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Postów: 3 458
Wyślij wiadomość na gg do dees.
Domyślnie

Znakomity powrót! Świetnie się czyta Twoje wypociny, można się wczuć w sytuację.
Życzę weny i czekam na kolejny odcinek
__________________

dees. jest nieaktywny  
stare 26-01-2013, 16:07   #8
Mila.
Senior
 
Avatar Mila.
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Skąd: Ostrołęka
Postów: 2 433
Wyślij wiadomość na gg do Mila.
Domyślnie

Jestem pod ogromnym wrażenie. Świetne opisy i diaolgi, znakomicie idzie się wczuć w sytuację. Jestem ciekaw, czy Mati wybierze coś w Polsce, czy jednak wyjdzie za granicę. Może ta wspomniana Szwajcaria?
__________________
http://forum.fifaserwis.com/signaturepics/sigpic25895_2.gif

Mila. jest nieaktywny  
stare 27-01-2013, 02:22   #9
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

2.


Obudziłem się. Nie był to przyjemny poranek. Chociaż, miałem to w dupie. Ostatnio żaden poranek nie jest przyjemny, czy to z kacem czy bez. Nogą szturchnąłem Janka. Odwrócił głowę w moją stronę. Na całe szczęście nie narzygał mi na podłogę.
- O cholera, co się wczoraj działo? – zapytał zdezorientowany.
- Skompromitowałeś się. Jak zwykle, z resztą – sięgnąłem do kieszeni spodni, wyciągnąłem kartkę z numerem od dziewczyny z przystanku i rzuciłem nią w kompana. – Masz, zadzwoń tam, ładnie przeproś, może coś z tego będziesz miał.
- A co to?
Opowiedziałem mu całą historię, poczym Janek strzelił lekkiego buraka. Wziąłem prysznic, usmażyłem nam jajecznicę i wcinaliśmy gapiąc się w telewizor. Janek zaczynał mieć przebłyski i wspominać nocną eskapadę.

- O cholera, o Boże! – Jan cały pobladł, spojrzał na mnie, szybko odstawił talerz i jak piorun skoczył na krzesło przy biurku z laptopem, poczym odpalił maszynę.
- Co się stało? – na serio się przejąłem. Mój kumpel rzadko tak wyglądał, byłem pewien, że narobił kłopotów.
- Stary, wybacz… - zaczął mówić. Widziałem jak wchodzi na jakąś skrzynkę mailową. – Spójrz.
No i teraz ja pobladłem. Pijany Janek musiał wstać w nocy kiedy spałem. Otóż okazało się, że wysłał maila z moim CV do Legii Warszawa. Cały wieczór opowiadałem mu, że jest to moim marzeniem. Po chwili porządnie się wściekłem. Byłem przekonany, że właśnie spalił mi jakąkolwiek możliwość pracowania dla Wojskowych. Kto mnie teraz weźmie tam na poważnie? W mojej perspektywie miałem zamiar w końcu wylądować przy Łazienkowskiej, ale dopiero po złapaniu kilku lat porządnego doświadczenia. A teraz mosty zostały spalone.
Uderzył we mnie strumień ciepła. Złapałem za pasek od spodni i z całej siły uderzyłem nim w plecy Janka.
- Kvrwa, jak nie umiesz pić to nie pij, idioto jebany! – wrzeszczałem. Znowu zdzieliłem go paskiem w okolicach nerek. Zabrakło mi tchu i jakichkolwiek słów. Odrzuciłem pasek w kąt.
- Przepraszam Mati, bardzo mi przykro, naprawdę, musisz mi uwierzyć… - kajał się Janek.

Po chwili trochę ochłonąłem. Wyprawiłem kumpla do domu, a sam położyłem się na kanapie i gapiłem się w telewizor. Nie wiedziałem na czym zawiesić swoje myśli. Najczęściej skupiałem się na własnej niedoli i wciskaniu samego siebie w ziemię, ale teraz po głowie chodziła mi tylko sytuacja z mailem. Było to dla mnie niepojęte. Czułem się oszukany i wypruty z ostatniego marzenia jakie mi w życiu pozostało. Wtedy do głowy przyszła mi myśl, że jest to czas kiedy trzeba na bok odłożyć własną dumę, honor i pasję. Trzeba było zająć się pracą, byle jaką. Musiałem mieć co włożyć do garnka.

Wziąłem do ręki gazetę. Zacząłem przeglądać ogłoszenia z pracą. Poszukiwano kilku ogrodników, paru ludzi do sprzątania miasta, sprzątaczki w szkole, kilku panów do pomocy na budowie, stróża, magazyniera i przedstawiciela handlowego. Kilka z tych ogłoszeń nawet sobie zaznaczyłem i postanowiłem tam zatelefonować następnego dnia, gdy będę trochę świeższy i ochłonę po wybryku Janka.

Siedziałem więc dalej przed telewizorem. Akurat widniały wiadomości sportowe. Wtedy poczułem zszokowanie:

Cytat:

Maciej Skorża oficjalnie przestał być pierwszym szkoleniowcem Legii Warszawa. Nie można nazwać tej wiadomości niespodzianką. Władze stołecznego klubu postawiły przed szkoleniowcem jasny cel – mistrzostwo Polski. Skorża nie wywiązał się z zadania, a włodarzom Legii skończyła się cierpliwość.
Skorża pozostawił po sobie mieszane uczucia. Faktycznie, w lidze wymagano od niego dużo więcej, ale wszyscy pamiętają jak świetnie prowadził drużynę w europejskich pucharach.
Były trener, m.in. Wisły Kraków, zapisał się w historii Legii Warszawa eliminując Spartak Moskwa. Po tym meczu zaskarbił sobie przychylność kibiców, który zrzucali winę za niepowodzenia w Ekstraklasie na piłkarzy, odciążając samego Skorżę.

Trwają obecnie spekulacje kto obejmie posadę pierwszego szkoleniowca Legii. Wymienia się wiele nazwisk. Wydaje się, że faworytem jest Vladimir Weiss, który otwarcie przyznał, że rozmawia z włodarzami stołecznego klubu. W kolejce wymienia się również Piotra Nowaka, Michała Probierza i Jana Urbana, który już kiedyś trenował Legię.

O samym zwolnionym mówi się zaś, że obejmie Wisłę Kraków. To tam świętował największe sukcesy. Wymienia się również Lech Poznań, kluby zagraniczne, a nawet reprezentację Polski.

W najbliższych dniach w Legii będzie działo się wiele. Ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejne doniesienia z Łazienkowskiej.
Pierwszy impuls przyszedł z części mózgu odpowiadającej za kibicowanie. Wiedziałem, że ta decyzja musiała zostać podjęta i Skorża nie miał już przyszłości na Łazienkowskiej. W sumieniu podziękowałem mu za te piękne chwile i zganiłem za wpadki.
Teraz przyjdzie Weiss” – mówiłem sam do siebie. Uważałem, że to dobra kandydatura. Facet z jajami, który będzie potrafił poskromić gwiazdy i lekko rozbrykanych zawodników.
Wtedy, co było kolejną złą konsekwencją uczynku Janka, zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Jak ja nienawidziłem tej lampki! Wysyłała impuls, że jest promyk nadziei, że może rozpatrzą moje CV. Promyk niewielki jak plankton. Ba, nawet mniejszy. Ale większy niż zero. A to już coś.
Nie chciałem tego, wiedziałem, że jest to dla mnie złe. Rozbudzało moje nadzieje. Coś czym człowiek nie powinien być karmiony, jeżeli ta nadzieja jest tylko pozorem. Przez całe, dotychczasowe życie nauczyłem się, że lepiej jest być pozytywnie zaskoczonym niż się głęboko zawieść i zostać roztrzaskanym na małe kawałeczki, które ciężko później posklejać i pewnym jest, że kilka z tych kawałeczków zaginie w akcji podczas sklejania. Wiem, podejście pesymistyczne, ale czy na pewno? Według mnie był to czysty realizm. Nie byłem naiwny, nie żyłem złudzeniami. Ale miałem tę cholerną lampkę, która teraz świeciła pełnym blaskiem.

Ciężko było mi wysiedzieć w domu. Wstałem z kanapy, poszedłem do łazienki. Przejrzałem się w lusterku, ogarnąłem lekko i wyszedłem z mieszkania. Musiałem się przejść, przewietrzyć.
Walka z własną głową to pojedynek z góry przegrany. Ale podjąłem rękawice. Czas pokaże, kto z tego starcia wyjdzie bez szwanku, a kto będzie miał skopaną dupę.
sionko. jest nieaktywny  
stare 27-01-2013, 11:37   #10
Mashu
Dla Cata - Maschu
 
Avatar Mashu
 
Zarejestrowany: Dec 2011
Skąd: Kraków
Postów: 1 129
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Domyślnie

Oby Legia nie zaproponowała Mateuszowi pracy, bo IMO będzie to mało realne, fajnie by było jak byś wylądował np. w drugiej lidze niemieckiej i tam zdobył doświadczenie, a potem dopiero Ekstraklasa. Bardzo gładko się czyta, oby tak dalej
Mashu jest nieaktywny  
stare 30-01-2013, 14:27   #11
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

3.


Położyłem się spać bardzo późno, wciąż walcząc z myślami. Siłą rzeczy, spałem również do późna. Byłem bezrobotny, więc kto mi, do cholery, zabroni? Tego dnia postanowiłem, że zadzwonię w kilka miejsc odnośnie ogłoszeń o pracę z gazety. Na razie chciałem wybrać coś niezobowiązującego, nie podpisując jeszcze umowy. Musiałem uzbierać pieniądze aby przeżyć kolejny miesiąc.
W końcu podniosłem się z łóżka. Było już koło 14. Szybko się ogarnąłem, wziąłem do ręki telefon i gazetę. Zobaczyłem pierwsze zakreślone ogłoszenie:

Cytat:
Poszukuję pomocnika dla murarza.
Tel. 513-134-567
Sygnał leciał dosyć długo, aż w końcu ktoś odebrał.
- Grzegorz Wójcik, firma „Buduj z Nami”, słucham. – facet mówił z dziwnym akcentem i zaciągiem. Prawdopodobnie pochodził ze wsi i tam spędzał większość swojego czasu.
- Dzień dobry, moje nazwisko – Sionko. Dzwonię w sprawie ogłoszenia w gazecie odnośnie posady dla pomocnika murarza – sam nie wierzyłem, że to robię.
- O, to w samą porę Pan dzwonisz. Właśnie skończyłem gadać z jakimś facetem, który też się do nas pcha. Kwalifikacje?
- Właściwie to żadne. Czasami pomagałem ojcu przy remontach.
- O Panie, to nie wiele. Wiesz Pan, tamten gościu to już pracował na budowie jako nastolatek. Ale on jakiś dziwny był. Pan ładnie mówisz, wysławiasz się, a wysportowany Pan jesteś chociaż?
- Dźwiganie i wspinaczka mi nie straszne.
- Dobra, Panie, biorę Pana – zdziwiłem się. Ten drugi kandydat musiał być totalną pokraką. – Mogę zaproponować Panu umowę na pół etatu, 850 złoty na rękę, a jak będziesz Pan brał dodatkowe godziny to coś tam dorzucę. Pasi?
- No właśnie, chodzi o to, że wolałbym bez umowy. Mogę u Pana pracować, uściśniemy sobie dłonie, Pan będzie mi wyliczał godziny i za nie płacił, zaufamy sobie wzajemnie, bez papierkowej roboty.
- O nie, Panie, to nie przejdzie. Moja firma jest legalna, w pełni. Nie ma pracy na czarno. Albo Pan bierzesz umowę albo nie mamy o czym rozmawiać.
- No to dziękuję za pański czas, ale poszukam czegoś innego.
- Pan jesteś dziwny facet, Panie. Każdy teraz marzy o umowie. Ale jak Pan chcesz. Do widzenia – zakończył rozmowę i byłem przekonany, że wcisnął czerwoną słuchawkę, a ja w ramach frustracji krzyknąłem do telefonu:
- A spierdalaj!
- CO ŻEŚ PAN POWIEDZIAŁ?! – jednak się nie rozłączył. Gdy tylko usłyszałem jego krzyk, to ja wcisnąłem czerwoną słuchawkę.

Popatrzyłem na dalsze ogłoszenia. W końcu doszedłem do czegoś, gdzie na pewno nie będę musiał się wiązać żadną umową:

Cytat:
Starsza pani poszukuje kogoś do pomalowania mieszkania
Tel. 022-658-12-34
Wykręciłem numer i nie musiałem długo czekać na odzew:
- Halooo? – odezwała się kobieta, której po głosie dałbym około 70 lat.
- Dzień dobry, Mateusz Sionko z tej strony. Dzwonię w sprawie ogłoszenia odnośnie malowania mieszkania.
- O, to świetnie. Chodzi o pomalowanie małej kawalerki na Ursynowie, gdzie mieszkam sama. Godziny pracy może pan dobrać sam. Najważniejsze aby zdążył pan do końca tygodnia.
- A jak z warunkami finansowymi?
- Z mojej emeryturki to wiele nie będzie, ale mogę panu zapłacić za całość 400zł. Mieszkanie jest nieduże, 35 metrów kwadratowych. Farbę i pędzle dostarczę, więc Pan musi tylko malować.
- Świetnie, od kiedy mógłbym zacząć?
- A mogę niedyskretnie zapytać, ile ma pan lat?
- 30
- Ymm, młodziutki – w tym momencie starsza Pani chciała chyba zakryć słuchawkę, ale nie bardzo jej wyszło i słyszałem jak mówiła do kogoś z kim była w pokoju: - Bożenka, młody chłopaczek przyjdzie mi malować mieszkanie. Możesz wpadać częściej to chociaż sobie popatrzymy – potem wróciła już do rozmowy ze mną: - To jak, bierze Pan tę pracę?
- Ja się jeszcze zastanowię i dam znać – rozłączyłem się. Nie chciałem być wystawą dla spragnionych wrażeń starych kobiet.

Odrzuciłem telefon w kąt. Trochę się zirytowałem. Dwie pierwsze rozmowy i od razu trafiłem na dwie dziwne postaci. Bałem się co może kryć się pod kolejnym ogłoszeniem. Nie wiem czemu, ale zawsze przyciągałem do siebie ludzi innych niż wszyscy dookoła. Ale może to dobrze, normalność bywa nudna i przewidywalna. Tyle, że jest znośna. Odmienność jest fajna, ale nazywa się „odmiennością” bo jest wyjątkiem i takim powinna zostać.

Włączyłem telewizor, wziąłem z kuchni paczkę Chocapiców i wyżerałem je jak chipsy. A w samym telewizorze – jak zwykle. Nuda goni nudę, powtórka goni powtórkę, doktor Zosia ratuje kolejne życie w Leśnej Górze, w „Trudnych Sprawach” facet wybiega z mieszkania bo syn obszczał mu deskę klozetową, a na TVN, w „Rozmowach w Toku”, młody chłopak zwierza się wszystkim, że wyrywa sobie włosy z całego ciała, żeby utkać z nich pokrowiec na szałas bo chce zostać Indianinem. Istny cyrk. Ale nie mój cyrk. Nie moje małpy.
Leżałem przelatując po kanałach i czekając na coś wartego zawieszania na tym oka. Ale każda kolejna wycieczka między pierwszym programem a ostatnim gwarantowała dawkę rozczarowania. Aż zaczął dzwonić telefon.

Spojrzałem na ekranik. Stacjonarny numer warszawski. Byłem przekonany, że starsza Pani dzwoni, aby namówić mnie na specjalny występ przed nią i Bożenką. Pomyślałem, że może być to nawet zabawne, a na pewno ciekawsze niż programy, które oglądałem, więc postanowiłem odebrać:
- Słucham.
- Dzień dobry, czy mam przyjemność z Mateuszem Sionko? – facet po drugiej stronie brzmiał poważnie i dystyngowanie. Zerwałem się na równe nogi. Podczas poważnych rozmów telefonicznych zawsze chodziłem po mieszkaniu, nie potrafiłem wysiedzieć w jednym miejscu.
- Tak, przy telefonie. W czym mogę pomóc?
- Z tej strony Bogusław Leśnodorski, jestem prezesem Legii Warszawa. Mam przed oczami Pańskie CV. Czy dalej poszukuje Pan pracy?
- Tak... Tak, szukam – odpowiedziałem bez pewności. Byłem w szoku. To nie mogła być prawda.
- A moglibyśmy się umówić jutro na spotkanie i rozmowę… no, nazwijmy ją – kwalifikacyjną?
- Jasne, oczywiście, nie ma problemu – dalej byłem zestresowany.
- W takim razie, jutro w hotelu Mariott, w Vienna Café, o 12?
- Będę, na pewno.
- Więc, do zobaczenia.
- Do widzenia – powoli odstawiłem telefon od ucha i spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Wcisnąłem przycisk aby rozłączyć się z rozmowy z prezesem Leśnodorskim. Gdy po minucie wyszedłem z szoku, zadzwoniłem do Janka:
- Przyjedź do mnie. Najszybciej jak możesz.

Po dwudziestu minutach stałem w drzwiach, do których pukał Jan.
- Co się stało? O co chodzi? – mówił i wypytywał pełen obaw.
- Uderz mnie – odparłem.
- Co?
- No wal. Liścia w policzek. Wolny strzał – kumpel popatrzył na mnie jak na idiotę. Ale wykonał powierzone mu zadanie. Uderzył mnie solidnie, zostawiając czerwoną odbitkę dłoni.
- No i? – dalej wydawałem mu się wariatem.
- To jednak nie był sen…
- Co nie było snem?!
- Kvrwa, lepiej żebyś usiadł, bo to co zaraz usłyszysz może zbić Cię z równych nóg…

Ostatnio edytowane przez sionko. ; 30-01-2013 o 20:21
sionko. jest nieaktywny  
stare 30-01-2013, 15:24   #12
Mashu
Dla Cata - Maschu
 
Avatar Mashu
 
Zarejestrowany: Dec 2011
Skąd: Kraków
Postów: 1 129
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Domyślnie

Elegancki odcinek, zniszczyła mnie odpowiedź od murarza
Mashu jest nieaktywny  
stare 30-01-2013, 15:46   #13
Gucio
Coś się popsuło
 
Avatar Gucio
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Olsztyn
Postów: 1 859
Wyślij wiadomość na gg do Gucio
Domyślnie

Fajny odcinek, ciekawe jak pójdzie rozmowa kwalifikacyjna.
__________________
Gucio jest nieaktywny  
stare 30-01-2013, 17:52   #14
Jazon
Nowicjusz
 
Zarejestrowany: Nov 2012
Postów: 17
Domyślnie

Genialne

Powodzenia w kolejnych odcinkach
Jazon jest nieaktywny  
stare 30-01-2013, 19:19   #15
kula123
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Oct 2011
Postów: 229
Domyślnie

super to...
kula123 jest nieaktywny  
stare 01-02-2013, 15:31   #16
Inzaghi
Nowicjusz
 
Avatar Inzaghi
 
Zarejestrowany: Dec 2012
Postów: 19
Domyślnie

"a na TVN, w „Rozmowach w Toku”, młody chłopak zwierza się wszystkim, że wyrywa sobie włosy z całego ciała, żeby utkać z nich pokrowiec na szałas bo chce zostać Indianinem." Rozwaliło mnie to
Inzaghi jest nieaktywny  
stare 01-02-2013, 21:48   #17
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

4.


Janek został u mnie. Całą noc siedzieliśmy i analizowaliśmy to co może się stać na spotkaniu.
- Nie nastawiaj się na pierwszego trenera – mówił Janek. – Prawdopodobnie będą chcieli, żebyś wziął pod skrzydła jakiś rocznik w akademii, albo Młodą Legię. Przyszedł nowy prezes, w klubie zaczynają się ruchy i czystki. Pamiętaj, że lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż srodze rozczarować.
- Wiem. Ale chce pracować w Legii. Nawet jeżeli będzie to Młoda Ekstraklasa albo jakiś starszy rocznik w akademii. Dobrze się tam czułem.

Przez czas kiedy za oknami było ciemno, zdążyliśmy obmyślić różne taktyki, ustawienia, zmiany personalne w zespołach, analizy sztabu szkoleniowego, analizy rozgrywek. Zarówno pierwszej drużyny Legii, jaki i Młodej Legii.
Na dużą stertę papierzysk, położyłem ostatnią kartkę. Koniec naszej pracy. Za oknami powoli świtało. Wstałem od biurka, zrobiłem nam porządne śniadanie i siedzieliśmy odpoczywając przed telewizorem.
Potem wyszykowałem się. Postanowiłem być naturalny. Nie wkładałem żadnego garnituru, założyłem jednak mniej pogniecione spodnie, do tego niebieską koszulę, zegarek i zamszowe buty. Wziąłem do ręki notatki i szybko je przejrzałem. Byłem gotów do wyjścia.
- Poczekam na Ciebie w Twoim mieszkaniu. Chce, żebyś zdał raport jak przyjdziesz. Będę trzymał kciuki – powiedział Janek. Po jego słowach wyszedłem z mieszkania i poszedłem na przystanek.

Wsiadłem w 109. Jechał na Dworzec Centralny. Stamtąd miałem do umówionego miejsca rzut beretem.
W autobusie udało mi się usiąść. W głowie miałem miliony myśli. Co gorsza, były sprzeczne. Jedne mówiły, że właśnie jadę spełniać swoje marzenie, że obejmę pierwszą drużynę i będę robił to co kocham. Drugie mówiły, że nie mam szans, że umówili się ze mną tylko z grzeczności, albo będą chcieli mi wcisnąć jakąś grupkę dzieci, które nie bardzo jeszcze wiedzą co to jest taktyka.
Dojechałem na miejsce. Przez ten konflikt zbrojny w mojej makówce, droga minęła mi bardzo szybko. Powolnym, ale pewnym krokiem szedłem w stronę hotelu Marriott. Im byłem bliżej, tym mocniej czułem zdenerwowanie. Pociłem się, ręce mi się trzęsły, nogi uginały. Ale jakoś doszedłem.


W środku było prawie pusto. Niewiele stolików było zajętych. Zaraz przy wejściu, napotkałem na recepcjonistkę:
- W czym mogę pomóc? – zapytała. Była bardzo miła i urocza. Wysoka blondynka z długimi nogami. Miała bardzo ładny uśmiech, który nie schodził z jej twarzy. Zastanawiało mnie, czy to uśmiech szczery, bo cieszy się życiem, czy tylko obowiązek zawodowy.
- Miałem się tutaj spotkać z panem Leśnodorskim.
- Ah tak, proszę za mną.
Doszliśmy do pustego stolika.
- Pana Leśnodorskiego jeszcze nie ma, ale proszę tu poczekać, powinien niedługo przyjść. Może coś podać?
- Nie, na razie dziękuję – odparłem. Przydałaby mi się szklanka wody, bo miałem w ustach pełną suszę. Ale wiedziałem, że w tym lokalu nawet woda będzie droga, a ja byłem spłukany i nie mogłem pozwolić sobie na taki luksus.

- Przepraszam za spóźnienie – ktoś powiedział i klepnął mnie w ramie, jednocześnie budząc mnie z letargu. – Mam nadzieję, że nie czekał Pan długo – moim oczom ukazał się prezes Legii. Byłem pod wrażeniem. Widział mnie po raz pierwszy, a jednak potrafił rozpoznać mnie ze zdjęcia dołączonego co CV.
- Nic się nie stało, nigdzie się nie spieszę – odparłem.
- Jak zapewne Pan wie, jesteśmy tu, ponieważ chcę Pana zatrudnić – przeszedł do sprawy. – Myślę, że byłby pan dobrą opcją dla zespołu. Potrzeba nam świeżości, młodości, powiewu nowej myśli.
- Bardzo to miłe, ale co właściwie miałbym w Legii robić? – zapytałem, bo prezes nie dał mi do zrozumienia, jakie stanowisko mi oferuje.
- Jak to co? – wyglądał na zdziwionego. – Chcę, aby zastąpił Pan Skorżę.
- JA?! – krzyknąłem. Dało się odczuć, że wszyscy dookoła wpatrują się we mnie jak w wariata.
- Tak, właśnie Pan. Myślał Pan, że będzie chodziło o inne stanowisko? Nie chce Pan objąć pierwszej drużyny?
- Chcę, i to bardzo. Ale byłem przekonany, że doniesienia prasowe odnośnie Weissa są prawdziwe.
- Były, ale nie dogadaliśmy się. Powiem Panu w zaufaniu, że poszło o jednoczesne prowadzenie kadry i klubu, o które zabiegał Weiss. Niestety, u nas to nie przejdzie.
- Jeżeli mogę zapytać, to dlaczego ja? Trochę to dziwne, nawet jak dla mnie. Nikt raczej się nie spodziewa, że mam nawet minimalne szanse na to stanowisko.
- Szczerze? Legia obecnie nie jest już finansowana z obcych funduszy, więc musimy szukać cięć finansowych, takich, żeby nie ucierpiał na tym poziom sportowy. Pan jest wyjściem oszczędnościowym. Taka jest prawda. Ale oczywiście, jestem przekonany, że mimo tego, będzie pan się świetnie sprawdzał w roli trenera. Chciałbym poznać pańską wizję na temat pierwszej drużyny.
- Jeżeli miałbym zostać trenerem Legii, to chciałbym autonomii jeżeli chodzi o sprawy sportowe i związane z pierwszą drużyną. Ja chce decydować o transferach, o pensjach dla piłkarzy, o przedłużeniach kontraktu. Do zespołu chciałbym aby dołączyło trzech zawodników – środkowy obrońca, środkowy pomocnik, prawy pomocnik. Mam nawet już w głowie pomysły odnośnie konkretnych nazwisk. Chciałbym grać piłkę godną mistrzostwa Polski, bo rozumiem, że taki jest cel na sezon. Chciałbym również powoli wprowadzać coraz to nowych piłkarzy z akademii. Kiedyś w niej pracowałem, więc wiem, że można tam spotkać perełki.
- A jak pan odeprze zarzut, że niektórzy zawodnicy w kadrze są od Pana starsi?
- Nauczyłem się, że w piłce nie ma czegoś takiego jak „im jesteś starszy, tym bardziej Cię szanujemy”. Jest tylko autorytet. Pracowałem u kilku trenerów i zauważyłem, że albo potrafi się zdobyć posłuch u drużyny albo stadko się rozbryka. Drużyny rezerw, które do tej pory trenowałem zawsze mnie szanowały. Żaden z zawodników, czy to starszy ode mnie czy młodszy, nie podskakiwał. Kwestia podejścia i charakteru.
- A jaki jest pański pogląd na temat gry w europejskich pucharach?
- Jeżeli mnie zatrudnicie, w pierwszy sezonie będę traktował Ligę Europy jako przygodę, rozgrywki dające doświadczenie. Zakładam, że w tym samym sezonie zdobędziemy mistrzostwo Polski. Wtedy chciałbym poważnie zawalczyć o Ligę Mistrzów. A jeżeli nam się to uda, zastrzyk finansowy z UEFA będzie tak duży, że chciałbym zbudować klub grający w Lidze Mistrzów co sezon.
- Wie Pan co? Bardzo podoba mi się to co słyszę. Mówi Pan przekonująco i z sensem. Ma Pan tę pracę. Od razu ostrzegam, kontrakt będzie jedynie na jeden sezon i pańskim celem numer jeden będzie wygranie ligi. Jeżeli w trakcie sezonu będzie wyglądało na to, że zatraca pan ten cel, umowa zostanie rozwiązana bez odszkodowania. Wysokość pensji to 5 tysięcy euro tygodniowo. Co Pan na to?
- ZGADZAM SIĘ! – znowu krzyknąłem i znowu sala się na mnie spojrzała. Podaliśmy sobie ręce. Byłem zachwycony. Czułem się jak szczeniak, który dostał właśnie ulubioną zabawkę, której od zawsze pragnął.

Porozmawialiśmy jeszcze chwilę w luźnej atmosferze. Dogadywaliśmy się. Umowę miałem podpisać w dzień pierwszego treningu, wtedy zostanę również zaprezentowany na konferencji prasowej.
Ponownie wsiadłem w autobus 109 i pojechałem do mieszkania.

W drzwiach stał Janek.
- Stary, dzwonili do mnie z pracy, wzywają mnie z urlopu, jakiś kryzys w urzędzie czy coś, muszę jechać do swojego miasta, więc opowiadaj szybko – mówił dynamicznie, nie robiąc przerw na łapanie powietrza.
- Nie uwierzysz… - powiedziałem cicho, sam nie wierząc w to co się dzisiaj stało. – DOSTAŁEM TO. BĘDĘ TRENEREM LEGII WARSZAWA!! – wykrzyczałem na cały głos.
Usiedliśmy i opowiedziałem wszystko Jankowi. Był tak samo zszokowany jak ja.

Po godzinie siedziałem w mieszkaniu już sam. Z lodówki wziąłem piwo i sączyłem je powoli. Byłem z siebie dumny, a zarazem przestraszony. Była to robota moich marzeń, ale teraz zdałem sobie również sprawę, z jak dużą odpowiedzialnością się to wiąże oraz jak duża presja na mnie czeka. Było o czym rozmyślać.

Ostatnio edytowane przez sionko. ; 01-02-2013 o 23:08
sionko. jest nieaktywny  
stare 01-02-2013, 21:58   #18
lukasz075
Doświadczony
 
Avatar lukasz075
 
Zarejestrowany: Nov 2012
Postów: 466
Domyślnie

Ciekawe, ładnie napisane i przede wszystkim wciągające. Czekam na następny.
lukasz075 jest nieaktywny  
stare 01-02-2013, 22:02   #19
Mila.
Senior
 
Avatar Mila.
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Skąd: Ostrołęka
Postów: 2 433
Wyślij wiadomość na gg do Mila.
Domyślnie

Szczerze liczyłem na to, że weźmiesz Legię. Jak zwykle ciekawie i sensownie. Miło jest wejść na forum i zobaczyć, że sionko napisał nowy odcinek. Wytrwałości i powodzenia!
__________________
http://forum.fifaserwis.com/signaturepics/sigpic25895_2.gif

Mila. jest nieaktywny  
stare 01-02-2013, 22:34   #20
Vodzu.
Weteran
 
Avatar Vodzu.
 
Zarejestrowany: Oct 2008
Skąd: Chorzów
Postów: 1 161
Wyślij wiadomość na gg do Vodzu.
Domyślnie

Przede wszystkim świetnie wykreowana, postać, idzie ją sobie idealnie wyobrazić, jej charakter, styl mówienia, poruszania się, wszystkiego. Liga polska - odważna, niemniej ciekawa decyzja. Legia - jeszcze bardziej odważna i jeszcze bardziej ciekawa decyzja, potencjał ogromny, tylko czy odpowiednio to ułożysz? Na razie nic więcej nie powiem, liczę tylko na wewnętrzną przemianę bohatera, dość mam pesymizmu, mam nadzieję że nowa praca zapoczątkuje proces zmiany Matiego w twardego optymistę, bo na co komu trener który nie myśli pozytywnie?

Ciao!
__________________
Vodzu. jest nieaktywny  
 

Bookmarks


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd Oceń ten temat
Oceń ten temat:

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 15:20.


Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Tłumaczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin

Linki: Masz komórkę ? Polecamy najnowsze gry java na telefon. Ściągnij także dzwonki mp3 na telefon.