FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA  


Wróć   FORUM.FIFASERWIS.COM - Encyklopedia wiedzy o grach FIFA > SERIA FIFA > Wasza Twórczość > Archiwum

 
 
Narzędzia wątku Ocena: Ocena wątku: 7 głosów, 3.86 średnia. Wygląd
stare 13-11-2012, 12:30   #81
tomeczek
Real Madrid Fan no.1
 
Avatar tomeczek
 
Zarejestrowany: Jan 2011
Skąd: Orzechów Stary
Postów: 100
Wyślij wiadomość na gg do tomeczek
Domyślnie

@up
kurde, są takie rodzeństwa. przykładem jestem ja i moje dwie siostry. przebywać u siostry, rozmawiać itd. to możliwe, więc nie rozumiem Twojej reakcji. ;]
__________________
!HaLa MaDrId!
!ViVa ReAl!
tomeczek jest nieaktywny  
stare 13-11-2012, 15:58   #82
FRUGOFootball
Banned
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Skąd: Kraków
Postów: 136
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Wyślij wiadomość na gg do FRUGOFootball Wyślij wiadomość poprzez Skype™ do FRUGOFootball Origin: FRUGOFootball_PL
Domyślnie

Cytat:
Napisał Boxio Zobacz post
@Robertinho
Imprezy u swojej siostry ?! To na serio jest chore ! Jeśli jesteś przeciwny mojej wypowiedzi to nic nie pisz . Twoja sprawa , chociaż wg mnie nikt nie spędza tyle czasu z siostrą .
Zauważ, że bohater opowiadania, tak jalby stracił rodzine. I miał tylko siostrę. Ciekaw jestem, co zrobił byś ty.
FRUGOFootball jest nieaktywny  
stare 18-11-2012, 12:56   #83
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
15 1/2

- Nie masz się o co martwić. Ten facet, którego pobiłeś nie będzie sprawiał problemów. Sam przyznał, że naruszył twoją prywatność i cię sprowokował. Miałeś sporo szczęścia, twoja kolejna ofiara może nie być taka wyrozumiała.
- Kamień spadł mi z serca. Jak udało ci się to załatwić?
- O to też się nie martw. Tajemnica zawodowa, życzę powodzenia w meczu.
- Nie dzięki.

Odłożyłem telefon na szafkę i podniosłem się z łóżka. Rozejrzałem się po pokoju hotelowym. Odsłoniłem zasłony i wyjrzałem przez okno na przepełnione chodniki Manchesteru. Było jeszcze wcześnie, ale obudził Greg, chłopak mojej siostry. On był moim adwokatem podczas tego całego zamieszania. Spisał się na prawdę dobrze i ocalił mi tyłek. Moje zdanie o nim uległo znacznej zmianie, ale nadal nie uważałem abyśmy mogli się zaprzyjaźnić. Spokojnie mogłem już wrócić do swojej pracy. Dziś czekało nas spotkanie z Manchesterem United na ich stadionie. To był jak na razie najważniejszy mecz dla naszego zespołu. Wcześniej udało nam się wygrać z KAA Gent 1:0 w Lidze Mistrzów oraz pokonać w lidze Reading na wyjeździe 2:0. Zdążyłem też odbyć rozmowę z prezesem, który dał mi ostatnią szansę. Wiedziałem, że teraz już nikt nie będzie mi dawał taryfy ulgowej. Gdy tak wpatrywałem się w okno rozmyślając zaczął doskwierać mi głód. Zszedłem do jadalni, było tam całkiem pusto. Może nawet to i lepiej, mogłem w spokoju chociaż zjeść. Nałożyłem sobie cały talerz jedzenia i usiadłem przy jednym z pustych stolików. Wiedziałem, że ten mecz będzie oglądać wiele osób i wszyscy fani oczekiwali zwycięstwa, ciążyła na nas ogromna presja. Nie wiedziałem jak poradzą sobie z nią piłkarze. Jakby tego było mało nie mieliśmy jeszcze Adebayora, który wciąż dochodził do siebie po kontuzji. Manchester United zajmował pierwsze miejsce po czwartej kolejce z kompletem punktów, a my byliśmy na czwartej pozycji. Różnica punktów była bardzo mała i wszystko jeszcze mogło się wydarzyć. Opróżniłem swój talerz i wróciłem do pokoju, aby zacząć się szykować. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Szybko je otworzyłem i ujrzałem w nich pracownika hotelu.

- Ma pan specjalnego gościa w kawiarni na drugim piętrze. Prosił, aby pan go odwiedził jak najszybciej. - Szybko powiedział młody mężczyzna.

Pierwszą moją myślą było, że chodzi o Michelle. Ale ona raczej po prostu do mnie przyszła i co by robiła tutaj. Wrzuciłem na siebie marynarkę i poszedłem do kawiarni, o której powiedział mi pracownik hotelu. Było tam tylko kilka osób, a moją uwagę przykuł siwy facet w okularach siedzący przy oknie. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, to był Sir Alex Ferguson. Wielka trenerska legenda, tylko co on mógł ode mnie chcieć. Niepewnie podszedłem bliżej.

- Dzień dobry. - Wypaliłem podając dłoń trenerowi rywali i siadając naprzeciw niego.
- Witam, cieszę się, że przyszedłeś.
- Ja również cieszę się z pańskiej wizyty, ale nie wiem o co chodzi.
- Spokojnie, zaraz się wszystkiego dowiesz. Po pierwsze chciałbym ci życzyć powodzenia w dzisiejszym meczu. Zachowaj tylko chłodny umysł, spontaniczne i nieprzemyślane zachowania często są bardzo fatalne w skutkach. Dopiero co skończyła się twoja kara. Niezależnie od wyniku bądź spokojny. Wiem, że ostatnio miałeś sporo problemów prywatnych. Każdego czasem dotykają problemy sercowe, choć mnie to tylko problemy sercowe w tej dosłownej postaci. Czuję, że już nie długo ta Fergusonowa era dobiegnie końca i w tobie upatruję swojego następce. Dlatego życzę ci jak najlepiej. - Jego słowa całkowicie mnie zaskoczyły. Odjęło mi mowę.
- Yyy... nie wiem co mam powiedzieć. Pańskie słowa to dla mnie ogromny komplement.
- Tak jak mówiłem, trzymam za ciebie kciuki. Oto skład Manchesteru na dzisiejszy mecz. Przeanalizuj to sobie i chyba widzimy się na boisku. - Podał mi złożoną w prostokąt kartkę i wstał.

Również się podniosłem i znów uścisnąłem mu dłoń. Ferguson zniknął za drzwiami, a ja zabrałem ze sobą kartkę i wróciłem do pokoju. Zastanawiałem się czy przypadkiem to nie jest taka jego gra, aby uśpić moją czujność. Choć taki człowiek jak on raczej nie musi się posuwać do takich zagrywek. Przez całą drogę autokarem na stadion zastanawiałem się czy te spotkanie z trenerem Manchesteru przypadkiem nie miało na mnie negatywnie wpłynąć. Miałem już totalny mętlik w głowie. Piłkarze rozgrzewali się już na zielonej murawie. Przyglądałem się zawodnikom, nad których wystawieniem jeszcze się wahałem. James przez cały czas stał wystraszony. Wiedziałem, że przeżywa dzisiejszy mecz jeszcze bardziej ode mnie. Był bardzo ambitnym człowiekiem i zawsze wymagał od piłkarzy, ale przede wszystkim od siebie sto dziesięć procent. Rzuciłem okiem na kartkę ze składem, którą dał mi Ferguson. Gdy już wszyscy byli w szatni pokazałem naszą wyjściową jedenastkę.


- Za chwilę będziemy walczyć z liderem tabeli na ich własnym stadionie. Ale wcale nie musimy być skazani na porażkę. Zagrajmy agresywnie, pokażmy, że się ich nie boimy. Wysoki pressing, gra z kontrataków i solidna obrona to rzeczy, których dziś od was oczekuję. Jeśli je spełnicie to zapewniam wam, że będziemy wracać z tarczą, a nie na tarczy. Pokażmy, że potrafimy grać i wygrywać z najlepszymi!

Po ostatnim zdaniu zacząłem poklepywać wszystkich piłkarzy. Niektórzy motywowali swoich sąsiadów, inni siedzieli z opuszczonymi głowami. Wiedziałem, że każdy przygotowuje się w inny sposób. Wyszedłem z szatni, w tunelu po drodze mijałem piłkarzy Manchesteru United. Byłem zaskoczony, bo stali tam Ci sami gracze, którzy byli wypisani na kartce od Fergusona. Czyli jednak to nie był żaden sabotaż. Po chwili ujrzałem szkoleniowca Czerwonych Diabłów. Nasze spojrzenia w pewnym momencie się spotkały i czułem, że on wiedział o moim zaskoczeniu. Miałem uczucie tak jakby on czytał w moich myślach. Gdy pomyślałem, aby podejść do niego i z nim porozmawiać on z szerokim uśmiechem puścił mi oczko i usiadł na swojej ławce. Byłem pełen podziwu, w życiu nie spotkałem tak dziwnego i zarazem niesamowitego człowieka. Usiadłem na ławce przeznaczonej dla przyjezdnych i obserwowałem trybuny Teatru Marzeń. Moim marzeniem na dziś było, aby zwyciężyć. Minęło kilka minut i na boisko wybiegły obie jedenastki. Przywitanie piłkarzy, rzut monetą i wreszcie rozpoczął się mecz. W początkowej fazie gra była bardzo wyrównana. Oko za oko, ząb za ząb. Nastąpiła wymiana kilku ciosów i zaczęło robić się gorąco. Bale mknął niczym rakieta po lewym skrzydle, dośrodkował piłkę na wysokości pola karnego. Pod bramką rywali zrobiło się małe zamieszanie. Nagle z tłumu wybiega Isco i w pełnym biegu bez przyjęcia uderza. Piłka leci bardzo mocno wznosi się coraz wyżej i De Gea świetną interwencją ratuje swoją drużynę. Futbolówka pędziła w same okienko, ale goalkeeper wspaniale sobie poradził. Gospodarze nie chcą pozostawać dłużni i teraz to oni wychodzą z atakiem. Dobre rozciągnięcie gry przez Moutinho, piłka wędruje do Naniego. Skrzydłowy zbiega do środka i zagrywa między obrońcami. Do piłki dochodzi Rooney, naciskany przez Dawsona. Napastnik utrzymuje się przy piłce i z bardzo bliskiej odległości uderza! Na szczęście trafia wprost w bramkarza, a na trybunach słychać jęk zawodu. Mijają kolejne minuty i gra nadal jest bardzo wyrównana. Manchester United wychodzi z kontratakiem, mają przewagę liczebną. Pięciu piłkarzy ofensywnych na czterech obrońców. Welbeck wpada na pełnej szybkości w pole karne, zagrywa do tyłu. Na piłkę nabiega Rooney i uderza z dystansu. Nabrała ona bardzo dziwnej rotacji i z potężnym impetem wpada w okienko bramki. GOOOL rozległ się okrzyk na trybunach gospodarzy, którzy tańczyli ze szczęścia. Ze mnie spadła cała euforia. Kątem oka spojrzałem na Fergusona, który dawał rady swoim graczom. Ledwie zdążyłem usiąść na ławkę, a arbiter zakończył pierwszą część meczu. Piłkarze siedzący w szatni również byli przybici i uciekł z nich cały dotychczasowy zapał.

- Co to za smutne miny?! Mamy jeszcze prawie godzinę żeby odmienić losy spotkania. Ten mecz oglądają miliony i miliony również oczekują od nas zwycięstwa. Popatrzcie na tych ludzi, którzy przyjechali tu z Londynu, aby nas dopingować. Zagrajcie dla nich, pokażmy całemu światu na co nas stać!

Zeskoczyłem z ławki po swojej przemowie i wyszedłem z szatni. Skierowałem się w stronę boiska, w tunelu nie było jeszcze gospodarzy. Dobrze wiedziałem, że teraz będzie nam trudniej strzelić bramkę. Usiadłem na swoim miejscu i zacząłem analizować notatki z pierwszej połowy, a sędzia rozpoczynał gwizdkiem już drugą. Od samego początku do ataku ruszył Tottenham. Wydawało się, że zagrożenie zostało już zatrzymane, ale fatalny błąd popełnił Evans. Pod polem karnym rywali piłkę przejął Isco, przerzucił na lewe skrzydło. Do piłki doszedł Dempsey i nisko dośrodkował na jedenasty metr. Duże zamieszanie w polu karnym i nagle Lennon uderza piłkę. De Gea bez szans, patrzy tylko jak futbolówka toczy się przy słupku i wpada do bramki. GOOOL, GOOOL, GOOOL! Mamy remis na Old Trafford, a mała grupka kibiców przyjezdnych szaleje. Zresztą nie tylko oni, bo cała drużyna kipiała radością. Manchester nie grał już tak samo jak wcześniej. Łatwo tracili piłkę i bali się zaatakować, to był odpowiedni moment, aby ich dobić. Ostatnie dziesięć minut spotkania i wychodzimy z kolejnym atakiem. Adrián otrzymuje świetne podanie nad obrońcami, przedostaje się w pole karne. Bierze zamach do strzału i Ferdinand powstrzymuje go brutalnym faulem od tyłu. Na trybunach słychać gwizdy, a arbiter pokazuje na jedenasty metr. Trwa krótka namowa w szeregach zespołu kto ma uderzyć, po chwili do piłki podchodzi Bale.
Qu. jest nieaktywny  
stare 18-11-2012, 12:56   #84
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
15 2/2

Walijczyk spogląda w lewy róg, bierze rozbieg. Powoli podbiega i uderza potężnie w prawe okienko! GOOOOOL! De Gea rzucił się w lewo, ale nawet nie miałby szans obrony takiego strzału. Wszyscy zachowują się jak wariaci, Bale biegnie w moją stronę po czym wskakuje na mnie, a za nim robi to reszta piłkarzy. Zrobili na mnie tak zwaną kanapkę. Czerwone Diabły już nic więcej nie mogły zrobić, a arbiter zakończył mecz. Grupka kibiców świętuje, wszyscy zawodnicy w dobrych humorach schodzą do szatni. Odbyłem długą rozmowę ze zdobywcą drugiej bramki. Bardzo lubiłem Bale'a, był to przyjemny gość. Dość dużo czasu spędziliśmy w szatni, chcieliśmy cieszyć się tym zwycięstwem jak najdłużej. Czułem, że to moje najlepsze chwile w tej drużynie. Zastanawiałem się tylko co muszą przeżywać piłkarze Manchesteru, na pewno Ferguson teraz ich beształ za przegranie tego meczu. Szczerze mówiąc to mało mnie to wtedy interesowało, wolałem cieszyć się razem ze swoim zespołem.

1:2
Qu. jest nieaktywny  
stare 19-11-2012, 20:43   #85
mixtura
The Blues !
 
Avatar mixtura
 
Zarejestrowany: Jul 2012
Postów: 490
Domyślnie

Gratuluję zwycięstwa z MU. Cieszę się, że w końcu coś napisałeś. Życzę weny
mixtura jest nieaktywny  
stare 20-11-2012, 11:54   #86
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

Niezły odcinek, niezły opis meczu, fajna wstawka z Fergusonem. W tej części zrelacjonowałeś mecz dwóch drużyn, które "darze najmniejszą sympatią" (bardzo lekko mówiąc) w całej Premier League (tak, jestem fanem Arsenalu). Ale czytając Twoje teksty staram się odkładać prywatne relacje na bok Mam nadzieję, że nie trzeba będzie czekać tak długo na kolejny odcinek, chociaż rozumiem wszystkie powody, dla których trzeba odłożyć pisanie na później. Życzę weny i sporej ilości wolnego czasu, żebyś mógł coś napisać Pozdro!
sionko. jest nieaktywny  
stare 25-11-2012, 00:21   #87
Boxio
Mam małego ;-;
 
Avatar Boxio
 
Zarejestrowany: Aug 2012
Skąd: Bartąg/Olsztyn
Postów: 95
Domyślnie

Popieram kolegę wyżej
Boxio jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 02:44   #88
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
16

Jadłem już śniadanie w hotelu. Pogoda za oknami niewiele różniła się od tej na Syberii. Z jednej strony do Syberii stąd wcale aż tak daleko nie było. Przebywaliśmy w Machaczkale, bo tutaj mieliśmy rozegrać trzeci mecz w Lidze Europejskiej. Piłkarze nie najlepiej znosili takie warunki pogodowe, zresztą nie tylko oni, bo cały sztab szkoleniowy też. Takie wyjazdy w trakcie tygodnia nie były najmądrzejszą rzeczą. Od zwycięstwa z Czerwonymi Diabłami szło nam bardzo dobrze. Obecnie byliśmy na trzecim miejscu w tabeli, a przed nami tylko Chelsea i Manchester City. W fazie grupowej Ligi Europejskiej też szło nam dobrze, byliśmy na pierwszym miejscu, a zaraz za nami ekipa z Rosji, z którą dziś mieliśmy się zmierzyć. To był tak zwany mecz o pierwsze miejsce w grupie. Chciałem, abyśmy wygrali to spotkanie i nie musieli się martwić o awans. Musieliśmy skupić się na lidze, bo na tym najbardziej mi zależało. Siedziałem spokojnie przy stoliku, gdy nagle w wejściu pojawił się jakiś dziwny facet. Ulizane i zaczesane włosy do tyłu, długi jasny płaszcz, dość tęgi. Zachowywał się bardzo dziwnie. Gdy mnie ujrzał szybkim krokiem ruszył w moją stronę po czym przysiadł naprzeciw mnie.

- To co, jaki dzisiaj będzie wynik? - Zapytał z rosyjskim akcentem.
- Yyy... no mam nadzieję, że mój zespół wygra. - Wypaliłem trochę speszony tą sytuacją, a dziwny facet zaczął się śmiać.
- Nie, nie. - Zaczął kręcić głową w lewo i prawo uśmiechając się wciąż. - Chyba źle się zrozumieliśmy, płacę więc wymagam! - Krzyknął i wyciągnął z płaszcza związany gumką plik banknotów.
- Chowaj to do cholery. - Powiedziałem spokojnie rozglądając się dookoła. To musiało wyglądać bardzo podejrzanie, ale gość ewidentnie chciał ustawić mecz. - Nie babram się w takim gównie. - Ze spokojem przekazałem facetowi, który zabrał swoje pieniądze i wstał.
- Pożałujesz tego jeszcze. - Dodał grożąc mi palcem i z wściekłością wyszedł z restauracji po drodze popychając innych ludzi.

Byłem w szoku, wiedziałem, że takie rzeczy mają miejsce w piłce nożnej. Jednak nie spodziewałem się, że dostanę taką ofertę. Szybko uciekłem z tamtego miejsca zanim ktoś jeszcze by się przyczepił. Wróciłem do pokoju, było jeszcze dosyć wcześnie i każdy miał dla siebie trochę czasu. Rzuciłem się na łóżko i zacząłem wpatrywać się w sufit. Wszystko w moim życiu zaczęło wracać na właściwe tory, a tu wpakowałem się w kolejne problemy. Wiedziałem, że gość, który mi groził nie rzucał słów na wiatr. Brakowało mi jeszcze tylko wmieszania się w jakieś porachunki mafijne. Zdążyłem się jeszcze przez chwilę zdrzemnąć, a gdy wstałem nadchodził już czas naszego odjazdu na stadion. Wziąłem wszystkie swoje rzeczy i wyszedłem z pokoju, w holu na parterze zebrali się już piłkarze. Machnąłem ręką w stronę wyjścia, a wszyscy ruszyli za mną. Rozumieliśmy się już bez słów, to mi się podobało. Autokar podjechał i załadowaliśmy się do środka. Po twarzach piłkarzy nie mogłem nic wyczytać. Byli skupieni, ale bez zbędnej presji. Wiedzieli co mają zrobić i to się liczyło. Droga minęła szybko i bezproblemowo dojechaliśmy na miejsce. Wszyscy migiem chcieli dostać się na stadion, bo tam było o wiele cieplej. Wyszliśmy na rozgrzewkę i od razu zawodnicy zaczęli harować, była to jedna z najintensywniejszych rozgrzewek tego sezonu. Mój kuzyn wciąż zmieniał ćwiczenia, a ja przyglądałem się tym, którzy najlepiej radzili sobie z tymi warunkami atmosferycznymi. Nie każdy zawodnik mógłby sobie poradzić przy takiej pogodzie. Wróciliśmy do szatni, gdzie na piłkarzy czekała już przedmeczowa odprawa. Na tablicy właśnie dokończyłem podstawową jedenastkę, nad którą zastanawiałem się przez trochę czasu.


- Panowie, cel jest prosty. Wchodzimy na boisko, zgarniamy trzy punkty i wracamy do domu żeby szykować się na ligę. To typowa drużyna, w którą została wpakowana duża kasa, ale nie ma z tego żadnych wyników. Pokażmy im kto tu rządzi. Do boju Koguty! - Poklepywałem wszystkich piłkarzy idąc w stronę drzwi.

Wraz z Jamesem opuściliśmy szatnię, a w tunelu spotkaliśmy Roberto Carlosa. Wielka gwiazda, jeden z moich ulubionych piłkarzy stał naprzeciw mnie. Szybko wyciągnąłem dłoń, aby się z nim przywitać. Zauważyłem, że zaczął rozmawiać z moim kuzynem, bardzo chciałbym być wtedy na jego miejscu. Było to dziwne uczucie, gdy taki człowiek jak Roberto Carlos woli rozmawiać z twoim asystentem. Przywitałem się też z Hiddinkiem i zasiadłem na swojej ławce. Wciąż zastanawiało mnie dlaczego mój asystent cieszy się większym szacunkiem niż ja. Ta sytuacja popsuła mój humor jeszcze bardziej, ale już po chwili obie drużyny pojawiły się na murawie. Zanim zdążyłem mrugnąć spotkanie już się rozpoczęło. Początkowo kilka podań w środku boiska wymienione przez moich zawodników i tak zwane badanie się. Jeden i drugi zespół bał się otworzyć i zaatakować. Pierwsze minuty mijały, a nadal nic się nie działo tylko robiło się coraz zimniej. Co jakiś czas Bale lub Lennon robili rajdy po skrzydłach, ale nic groźnego z tego nie wychodziło. Było już około 30 minuty i udało nam się wywalczyć rzut rożny. Piłka wrzucona w pole karne, tam poważnie zamieszanie. Przez chwilę nie widać futbolówki, ale nagle zostaje ona wycofana na dwudziesty metr. Tam podbiega do niej Kyle Walker, ustawia sobie ją jeszcze do strzału i potężnie uderza po ziemi. Piłka przelatuje przez chaotyczny tłum i przy samym słupku wpada do bramki GOOOOOOL! Prowadzimy 1:0 na wyjeździe! Ławka rezerwowych wyskakuje z miejsc, mała grupka kibiców przyjezdnych szaleje w swoim sektorze. Sam zdobywca bramki biegnie do narożnika i wyskakuje w górę ciesząc się ze swojego gola.


Po tej bramce w naszych szeregach zrobiło się o wiele lżej, było to czuć. Teraz mogliśmy pozwolić sobie na więcej luzu i to my dyktowaliśmy teraz warunki. Dużo utrzymywaliśmy się przy piłce, wyraźnie piłkarze nie chcieli się przemęczać i woleli spokojnie czekać na kolejne błędy rywala. Było to mądre posunięcie i bardzo mi się podobało. Czas leciał, a my nadal wymienialiśmy bardzo dużo podań niczym słynna Barcelona. Chwilę potem sędzia zakończył pierwszą połowę spotkania. Wszyscy w dobrych humorach schodzili do szatni. Od razu w przerwie postanowiłem ściągnąć Bale'a, aby ten nie przemęczał się zbytnio. Szansę dostał Dempsey oraz za Lennona wszedł Isco. Miałem nadzieję, że zmiany nie zepsują, a polepszą nawet naszą grę. Ustawiłem się na środku szatni i znów zacząłem przemowę.

- No cóż, prowadzimy, gramy mądrze i wykonujecie moje polecenia zgodnie z oczekiwaniem. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, jeśli dogramy tak do końca meczu to chyba dostaniecie jakąś nagrodę. Pierwsze minuty będą najważniejsze nie możecie dać im się zdominować. Chcę zobaczyć to samo co w pierwszej połowie, jazda!

Gwizdek arbitra i rozpoczyna się druga część meczu. Piłkarze Anży musieli otrzymać porządną burę od trenera, bo zaczęli walczyć. Niestety dla nich, moi piłkarze tego dnia byli bezbłędni i robili z nimi co chcieli. Minęło kilka minut i stwarzaliśmy kolejną sytuację. Adebayor zagrał na prawe skrzydło do Isco, Hiszpan zwodem wyminął bocznego obrońcę. Zszedł do środka, wykonał kolejny zwód i posłał piłkę finezyjnym strzałem wprost na bramkę. Futbolówka nabrała dużej rotacji... POPRZECZKA! Piłka na szczęście wraca do gry, a dopada do niej Dembélé i mamy 2:0! Belg bez przyjęcia i bezlitośnie uderza w prawe okienko, a bramkarz nawet się nie poruszył. Mała grupka kibiców znów oszalała, a cała nasza ławka świętowała razem ze strzelcem, który podbiegł do nas. Wiadome było, że piłkarze rosyjskiej drużyny już się nie podniosą szczególnie, że do końca meczu zostało niewiele. Kibice gospodarzy zdołali odśpiewać jeszcze swój hymn przy beznadziejnej grze swojej drużyny i sędzia główny skończył mecz. Zgarniamy trzy punkty z trudnego terenu i przede wszystkim gramy świetnie. Razem z zawodnikami wyszedłem na środek murawy i wykonałem honorowe kółko przy okazji dziękując kibicom, którzy pokonali dla nas tyle kilometrów.

0:2

Ostatnio edytowane przez Qu. ; 16-12-2012 o 21:44
Qu. jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 06:44   #89
cybel.
Banned
 
Zarejestrowany: Sep 2012
Postów: 1 156
Ostrzeżenia: 0/2 (7)
Domyślnie

Odcinek na wysokim poziomie , dobry opis meczu. Na szczescie z powodu przerwy nie brakuje Ci weny. Zycze weny oraz pozdrawiam
cybel. jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 09:18   #90
FRUGOFootball
Banned
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Skąd: Kraków
Postów: 136
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Wyślij wiadomość na gg do FRUGOFootball Wyślij wiadomość poprzez Skype™ do FRUGOFootball Origin: FRUGOFootball_PL
Domyślnie

Swietny odcinek. Juz mialem dzis pytac kiedy piszesz, a tu taka niespodzianka
FRUGOFootball jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 15:05   #91
Sliwek
Stały bywalec
 
Avatar Sliwek
 
Zarejestrowany: Jan 2012
Skąd: Radomsko
Postów: 249
Wyślij wiadomość na gg do Sliwek
Domyślnie

Odcinek jak zwykle na wysokim poziomie. Według mnie jeden z lepszych w tym opowiadaniu. Ogromnie podobał mi się wątek z tą łapówką. 5/5
Sliwek jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 17:19   #92
mixtura
The Blues !
 
Avatar mixtura
 
Zarejestrowany: Jul 2012
Postów: 490
Domyślnie

Wątek z łapówką super, odcinek jak zawsze świetny. Życzę weny
mixtura jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 20:00   #93
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
17 1/2

Czas leciał jak szalony, my wciąż zajmowaliśmy trzecie miejsce w tabeli ligowej. Ciągle mieliśmy szanse nawet na pierwsze miejsce. Różnica punktów nie była zbyt wielka. Dziś czekał na nas kolejny ważny mecz, a za tydzień znów. Mieliśmy zmierzyć się z Arsenalem i Chelsea. Oba spotkania były o podwójną stawkę, oprócz trzech punktów chodziło także o honor. The Gunners zajmował piąte miejsce, a The Blues drugie. Dziś graliśmy na własnym stadionie. Gdy wstałem nie odczuwałem nawet skutków ubocznych po wczorajszej imprezie, z której wróciłem nad ranem. Szybko wypiłem puszkę napoju energetyzującego przy okazji jedząc jajecznicę. Jedynym naszym kontuzjowanym piłkarzem był Sigurðsson, który i tak swoją grą nie porywał. W ostatnich starciach z Arsenalem, Tottenham nie wypadał najlepiej. Miałem zamiar to wreszcie zmienić. Założyłem granatowy garnitur, chwilę pomęczyłem się z krawatem i byłem gotów. Wskoczyłem do swojego Audi i z piskiem opon odjechałem spod garażu. Ulice trochę mniej załadowane niż zwykle, pewnie przez wczesną porę. Podjechałem pod klub, a na parkingu czekał już autokar. Stało przy nim też kilku piłkarzy, podszedłem do nich i od razu się przywitaliśmy. Z czasem zaczęła zjeżdżać się cała reszta wraz z Jamesem. Gdy już upewniliśmy się, że jesteśmy wszyscy to wreszcie odjechaliśmy. Atmosfera i podejście do tego meczu było najważniejsze, musieliśmy wygrać, bo różnica punktów była bardzo mała i w każdej chwili mogliśmy stracić swoją pozycję. Choć i tak chyba dla niektórych byliśmy sporym zaskoczeniem. Przez całą drogą rozmawiałem z asystentem, aż w końcu dotarliśmy na miejsce. Promienie słońca przebijały się przez zachmurzone niebo, taki widok zawsze wpływał na mnie pozytywnie. Zawodnicy rozpoczęli od kilku kółek wokół murawy, następnie trochę lekkich ćwiczeń, aby się nie przemęczać. Wszyscy zachowywali się bardzo dziwnie, wiedziałem, że to ważne spotkanie, ale atmosfera była grobowa. Gdy wróciliśmy do szatni, wszyscy siedzieli w ciszy wpatrując się w podłogę. Postanowiłem pokazać już wyjściową jedenastkę.


- Wiem, że będzie wam bardzo ciężko. Ciąży na was ogromna presja, to jedno z najważniejszych spotkań dla kibiców i zagrajmy dziś dla nich. Jesteśmy w gazie, im nie idzie najlepiej, więc podtrzymajmy naszą passę! - Po tych słowach wyszedłem z szatni.

Chciałem dać im trochę czasu dla siebie, każdy przygotowywał się w inny sposób. Jeszcze przez chwilę stałem za drzwiami próbując podsłuchać co dzieje się w środku, ale nic nie udało mi się dowiedzieć. Razem z kuzynem ruszyliśmy przez tunel, po chwili było już widać trybuny White Hart Lane pełne kibiców. Gdy wyszedłem z tunelu poczułem tę cudowną atmosferę. Kibice, piłkarze i wszyscy ludzie związani z tymi klubami nienawidzili się. Przywitałem się z Wengerem po czym usiadłem na ławce. Zawodnicy obu klubów zameldowali się już na murawie. Było już po dwunastej i Howard Webb rozpoczął spotkanie, a zaczynał Arsenal. Pierwsze podanie i od razu gwizdy naszych kibiców. Każdy kontakt Kanonierów z piłką był nagradzany przez miejscowych kibiców ogromnymi gwizdami. To jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę. To nie był mecz, gdzie jedna drużyna czekała na błąd drugiej. Tutaj od razu były emocje, Arsenal wysoko podniósł poprzeczkę wyprowadzając kilka ataków. Przy piłce był Cazorla, dojrzał na prawym skrzydle Walcotta i od razu przerzucił ciężar gry na jego stronę. Szybki Anglik przyjął piłkę i szukał dośrodkowania kiwając się z Assou-Ekotto, ale Kameruńczyk z zimną krwią wyczekał do odpowiedniego momentu i odebrał piłkę. Dalekie podanie w stronę Adebayora, ten zagrywa do Bale'a. Walijczyk pędzi ile sił w nogach, schodzi do środka i potężnie uderza... WPROST W BRAMKARZA! Szczęsny bez problemu broni ten mocny strzał, który leciał w niego. Na trybunach rozległ się jęk zawodu, bo można było tą akcję lepiej wykończyć. Arteta biegnie środkiem wyprowadzając szybką kontrę, nagle za jego plecami pojawia się Parker. Angielski pomocnik brutalnym wślizgiem od tyłu powala Artete.


Z naszej strony wyglądało to fatalnie, Hiszpan padł jak rażony piorunem i zwija się z bólu. Webb wszystko widział, dłużej się nie zastanawia tylko wyciąga czerwoną kartkę i wyrzuca z boiska Parkera, od 30 minuty gramy w osłabieniu. Byłem wściekły z tej akcji wcale nie musiało wyjść nic groźnego, a ten wślizg to był idiotyzm. Parker bez kłótni zniknął w tunelu, a Arteta po chwili pojawia się na murawie. Nasz środek pola był osłabiony i ciągle przez tą strefę przechodziły ataki The Gunners. 38 minuta spotkania, Podolski wymienia kilka podań z Giroudem po czym wpada w pole karne. Lloris wybiega w jego stronę, ale ustawiony na skrzydle reprezentant Niemiec posyła piłkę w stronę dalszego słupka... GOOOL! Arsenal prowadzi 1:0, zdobywca bramki biegnie do narożnika, gdzie celebruje swojego gola. Rzuciłem o swoje krzesło odkręconą butelką z wodą, a kawałek ode mnie stał uradowany Wenger. Nie mogłem tego tak zostawić, chciałem utrzeć mu nosa. Zaczęliśmy od środka, ale szybko piłkę przejęli przeciwnicy. Wyprowadzają kolejny atak, Cazorla przerzuca piłkę nad naszą obroną, wszyscy zaspali, a do futbolówki dobiega Giroud. Lloris nie może zrobić nic innego jak wybiec z bramki. Gdy był już poza polem karnym jego rodak posłał wysoką piłkę tuż nad nim i zdobył bardzo ładną bramkę. Już jest 2:0 dla przyjezdnych, na trybunach rozlegają się okrzyki kibiców Arsenalu, a moi piłkarze wyglądali na totalnie bezradnych. Dwa szybkie ciosy w ciągu kilku minut wystarczyły żeby zbliżyć się do trzech punktów. Miałem już pomysł na to co zrobić w szatni, czekałem przy wejściu do tunelu na ostatni gwizdek, który szybko nadszedł. Biegiem ruszyłem do szatni i zacząłem przygotowywać swój plan. Do szatni weszli smutni piłkarze, stanąłem na jednej z ławek i wszystkie twarze powędrowały w moją stronę.

- Co z wami jest do cholery?! Dlaczego poddaliście się tak szybko?! Wychodzimy na drugą połowę i wygrywamy ten mecz, nie ma innej opcji! - Krzyczałem ze złością. Spojrzałem na swojego piłkarza - Adriána Lópeza, z którym związany był mój plan. - Za Isco wchodzi Adrián i przechodzimy na taktykę z dwoma napastnikami, stawiamy wszystko na jedną kartę!
- Trenerze, ale na treningach nawet nie próbowaliśmy takiego ustawienia, mamy zero ogrania. - Powiedział kapitan - Michael Dawson.
- O to się nie martwcie, zmieniam ustawienie na własną odpowiedzialność. Jeśli nic nie zrobię to i tak przegramy. Teraz musicie wyjść na murawę z podniesionymi głowami, kibice wciąż wierzą w zwycięstwo zresztą wy też powinniście. Do roboty! - Zeskoczyłem z ławki i podszedłem do Bale'a, który nie radził sobie dziś najlepiej. - Gareth, nie bój się wdawać w pojedynki z obrońcami, jesteś od nich o wiele szybszy. Graj tak jakbyś grał na treningu przeciwko drużynie rezerw, zapomnij o ciężarze tego meczu. Bez twojej pomocy nie uda nam się wygrać. - Poklepałem go po ramieniu i opuściłem szatnię.

Czułem, że swoją robotę wypełniłem w stu procentach, a teraz musiałem czekać tylko na efekty. Chwilę potem na swojej ławce zameldował się Wenger z uśmiechem na twarzy. Denerwowało mnie to tak, że żadna opcja oprócz wygranej nie wchodziła w grę. Chciałem wreszcie pokazać, że liczę się w świecie piłkarskim. Porozmawiałem jeszcze przez chwilę z Jamesem i Webb rozpoczął drugą część spotkania. Początkowo wymieniliśmy kilka podań, a potem piłka powędrowała do Lennona. Skrzydłowy wykonał rajd pod samą linię końcową skąd udało mu się dośrodkować, ale Szczęsny spokojnie wyszedł i chwycił futbolówkę. Minęła chwila i przeprowadzaliśmy kolejny nasz atak. Adrián otrzymał piłkę przy samym polu karnym, gdy wszyscy spodziewali się, że zagra do Adebayora to drobny napastnik w efektowny sposób zmieścił piłkę między nogami Mertesackera, a następnie go wyminął. Wyszedł sam na sam z bramkarzem, ten wybiegł ze swojego posterunku, a Hiszpan uderzył po ziemi... BRAMKA! 2:1 i wracamy do gry! Piłka wpadła przy samym słupku i zatrzepotała w siatce. Młody napastnik wziął piłkę ze sobą i ustawił ją na środku boiska. Arsenal stworzył sobie kilka szans, ale nie wyszło z tego nic groźnego. Minęło sporo czasu, Bale rozpędza się na lewej flance i z łatwością wymija kryjącego go Sagne. Przed sobą ma jeszcze jednego obrońcę, ale zagrywa górną piłkę w stronę wbiegającego Adebayora, który biegnąc w stronę dośrodkowania roztrąca rywali i szczupakiem strzela w stronę bramki... GOOOOOL! Szczęsny w tej sytuacji był bezradny. Remisujemy, a kibice ożyli i zaczynają skandować nazwisko strzelca, a ten robi to samo co jego partner z ataku, czyli wraca z piłką, aby szybko wznowić grę.


Kibice Arsenalu zaczęli gwizdać na swojego byłego piłkarza, ale szybko zaprzestali, bo zostali zagłuszeni przez naszych kibiców. To wydawało się nierealne, a jednak. Wyrównaliśmy i byliśmy zdeterminowani, aby zwyciężyć, choć zostało nam niewiele czasu. Uśmiech już zniknął z twarzy Wengera. Rywale cofnęli się do tyłu i robili słynny autobus w polu karnym, chcieli wywieźć chociaż jeden punkt z naszego boiska. Na murawie zdążył się jeszcze zameldować Dempsey. 83 minuta Sandro potężnie uderza zza pola karnego... TYLKO SŁUPEK! Zabrakło naprawdę niewiele. Wenger przeprowadził zmiany, aby ukraść trochę czasu. Arbiter doliczył trzy minuty, były to chyba moje najdłuższe trzy minuty życia. Nadeszła już 92, na stadionie była totalna cisza. Wszyscy wpatrywali się we wspaniałe widowisko na boisku.
Qu. jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 20:01   #94
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
17 2/2

Bale otrzymał piłkę w środku pola i ruszył z nią do przodu na lewym skrzydle. Biegł na ostatnich siłach, bo harował przez cały mecz. Wydawało się jakby miał przynajmniej ze trzy płuca. Wyprzedzał kolejnych rywali, aż dotarł pod same pole karne. Sagna znów został okiwany w prosty sposób, a Walijczyk był w identycznej sytuacji jak w meczu Ligi Mistrzów z Interem Mediolan kilka lat temu. Wtedy zdobył trzy bramki w prawie ten sam sposób z tego dwie w doliczonym czasie, chyba każdy kibic pamięta tamten niesamowity mecz w jego wykonaniu. Spojrzał na dłuższy róg i w tamtą stronę posłał mocny strzał po ziemi. Piłkę wślizgiem próbował zatrzymać Koscielny, ale wyszło z tego potężne zamieszanie, bo wpadł wprost w Wojtka Szczęsnego przy okazji uniemożliwiając mu interwencję. Choć wydawało się, że Polski bramkarz i tak nie miałby szans. Gdy piłka leciała do bramki wydawało mi się, że oglądam to w slow motion. Po chwili futbolówka zatrzepotała w siatce. PROWADZIMY! Wyskoczyłem z ławki i padłem na kolana jadąc na nich przez dość długi czas, nie zwracałem już uwagi, że całe spodnie będą zielone od trawy. Wpadłem w szaleństwo tak jak wszyscy piłkarze, cała ławka rezerwowych i kibice, którzy zaczęli śpiewać hymn. Bale cieszył się z bramki, a zaraz za nim biegła reszta drużyny. Strzelenie bramki na wagę zwycięstwa w tak ważnym meczu to dla piłkarza zawsze coś specjalnego, cieszyłem się, że właśnie takiego zaszczytu dostąpił Bale, bo uwielbiałem go.


Po chwili skrzydłowy został powalony na ziemię przez swoich kolegów. Chyba wszyscy oczekiwali na ostatni gwizdek nie oddychając. Arsenal wznowił grę, ale po kilku sekundach Webb zagwizdał dziś po raz ostatni. Dopiero teraz zaczęło się świętowanie. Uścisnąłem dłoń Wengerowi, który był wściekły, ale mi pogratulował. Wiedziałem, że tak naprawdę gratulowanie po przegranym meczu jest przymusem i często życzy się zwycięzcom jak najgorzej, ale liczyła się sama satysfakcja. Udało nam się pokonać jednego z największych rywali. Wbiegłem na płytę boiska, gdzie już wszyscy piłkarze podrzucali Bale'a. Również się do nich przyłączyłem, a po chwili zaczęli robić to samo ze mną.

3:2

Ostatnio edytowane przez Qu. ; 16-12-2012 o 21:44
Qu. jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 20:46   #95
cybel.
Banned
 
Zarejestrowany: Sep 2012
Postów: 1 156
Ostrzeżenia: 0/2 (7)
Domyślnie

Jestem wniebowzięty . Dwa odcinki opowiadania ,,Sam przeciwko wszystkim'' w jeden dzień. Świetny opis meczu. Trzymasz formę i oby tak dalej
cybel. jest nieaktywny  
stare 15-12-2012, 22:58   #96
sionko.
Capo di tutti capi
 
Avatar sionko.
 
Zarejestrowany: Apr 2011
Skąd: Sycylia
Postów: 3 068
Domyślnie

Musiałeś ograć Arsenal, co?! No i jeszcze Adebayor musiał strzelić bramkę, tak?! Ehh... ostatnio na każdym froncie mój Arsenal dostaje baty, nawet w opowiadaniach...

A co do samego opowiadania, to nie schodzisz poniżej dobrego poziomu. Poprzeczka jest na dobrej wysokości i widać, że powoli i sukcesywnie podnosisz ją jeszcze wyżej. Miło się czyta.
Tak trzymaj.
sionko. jest nieaktywny  
stare 16-12-2012, 11:33   #97
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
18

Siedziałem w swoim gabinecie wypełniając jakieś papiery. Trochę tego mi się namnożyło i w końcu musiałem się tym zająć. Właśnie zbliżała się godzina treningu. Do naszej drużyny dołączyli dwaj zawodnicy, którzy w swojej lidze mieli akurat przerwę. Zauważyłem przez okno jak na obiekcie treningowym zaczęli po kolei meldować się kolejni piłkarze, a potem James rozpoczął trening. Skończyłem swoją robotę i wyszedłem na powietrze przyjrzeć się drużynie. Moją uwagę przykuli od razu dwaj piłkarze, którzy z nami trenowali.


Chodziło oczywiście o Davida Beckhama i Robbiego Keane'a. Nie dość, że nasi zawodnicy mogli się od nich dużo nauczyć to na dodatek wpływało to pozytywnie na reputację klubu. W końcu nie w każdym zespole na treningu może pojawić się Beckham, który zechciał trenować u nas. Kilka razy rozmawiałem z nim i wydawał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Mimo wieku wciąż radził sobie dobrze i było widać, że piłka nie przeszkadzała mu w grze. Przyglądałem się gierce, każdy angażował się w najmniejszy element treningu. Dzięki temu radziliśmy sobie tak dobrze. Stałem tam przez sporo czasu rozmawiając z kuzynem o poszczególnych piłkarzach. Wraz z końcem treningu wróciłem do swojego gabinetu. Ledwie zdążyłem usiąść i do środka wszedł Daniel Levy, mój szef. Usiadł naprzeciw mnie i poprawił swój krawat.

- Musimy porozmawiać. - Powiedział rozglądając się po biurze.
- Coś się stało? - Trochę mnie zaniepokoił.
- Nie, nie. Wręcz przeciwnie, więc spokojnie. Chciałem porozmawiać o drużynie, okienko transferowe tuż tuż. Planujesz jakieś większe transakcje?
- Chciałbym dokupić kilku piłkarzy, może kogoś sprzedać. Nie myślałem jeszcze o tym.
- No to gdy się już zastanowisz daj mi znać, bo nie wiem czy mam szykować się na zmiany w budżecie.
- To gdy będę wszystko wiedział, dam znać.
- Ok, a i jeszcze jedno. Nie obrazisz się jeśli w miejsce Michelle przyjmę kogoś nowego?
- Nie, nic się nie stanie.
- Ok, trzymaj się.

Prezes wstał i zniknął za drzwiami. Zastanawiałem się kogo mógł przyjąć w miejsce Michelle. Musiałem też się skupić nad zimowym okienkiem transferowym. Trzeba było trochę odświeżyć kadrę, miałem nadzieję, że uda mi się ściągnąć piłkarza, którego planowałem już kupić latem. Zacząłem przeglądać kalendarz drużyny, do końca rundy jesiennej zostało już tylko kilka spotkań. Musieliśmy teraz uważać szczególnie w lidze, aby zapewnić sobie jak najwyższą lokatę, póki mieliśmy formę. Postanowiłem poszukać informacji ze świata piłkarskiego, odkąd byłem trenerem Tottenhamu przestałem interesować się piłką w Europie. Po kilku minutach do środka wpadł James. Padł na swój fotel i zaczął wpatrywać się w jakąś kartkę na swoim biurku.

- Może byś wpadł do nas w piątek? Samantha ma urodziny i chcemy zrobić małą imprezę. - Zaproponował James.
- Myślę, że da radę, ale z umiarem, bo w niedziele mamy ważny mecz.
- Wiem, spokojnie. Jeszcze rozwalimy tych niebieskich. - Powiedział i zaczął się śmiać.

Wróciłem do przeglądania internetu w poszukiwaniu ciekawych wiadomości na temat piłki nożnej. Po przeczytaniu kilkunastu dłuższych artykułów zrezygnowany opuściłem swój gabinet. Wychodząc natrafiłem na swojego ojca, ale ten na szczęście mnie nie zauważył, albo nie chciał zauważyć. Często udawał, że mnie nie widzi, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo robiłem bardzo podobnie. Lepiej było się unikać niż wywoływać niepotrzebne spięcia. Poczekałem aż zniknie za ścianą i sam ruszyłem do przodu. Szedłem wzdłuż korytarza i nagle przede mną otworzyły się drzwi. Ledwo udało mi się odskoczyć w bok i uniknąć prawdopodobnego złamania nosa. Nie wiedziałem kto chciał przeprowadzić na mnie ten zamach. Po chwili moim oczom ukazała się piękna dziewczyna.


Odebrało mi mowę, wpatrywałem się w nią i nie mogłem z siebie wydać żadnego dźwięku. Byłem oczarowany jej urodą, przyglądałem się jej od stóp do głowy. W ręce trzymała jakieś papiery i wyglądała na przestraszoną. Domyśliłem się, że to ona może być osobą, która pracuje zamiast Michelle. Jeszcze przez chwilę ją obserwowałem, a potem ładna dziewczyna rozpoczęła rozmowę.

- Przepraszam, jestem tutaj pierwszy dzień i trochę się denerwuję. - Powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Nie musisz się o nic martwić. Nie mógłbym się gniewać na tak piękną dziewczynę. - Odpowiedziałem uśmiechając się. - Ucieszyłoby mnie gdybym się dowiedział jak masz na imię.
- Nazywam się Amber. - Po tych słowach na jej ustach zawitał uśmiech.
- Bardzo mi miło, na mnie możesz mówić Nick. - Znów zacząłem wpatrywać się w jej niesamowite oczy.
- Przepraszam, ale się spieszę, bo muszę zanieś te papiery jak najszybciej. Może kiedy indziej uda nam się pogadać dłużej.
- Dobrze, do zobaczenia.

Dziewczyna poszła w drugą stronę, a ja wciąż nie mogłem się otrząsnąć. Byłem w szoku i zarazem pod wrażeniem. Czułem, że chyba kolejnej dziewczynie udało się skraść moje serce. Powoli ruszyłem na parking, gdzie stał mój samochód. Wyciągnąłem kluczyk i wsiadłem do swojego auta. Włączyłem radio i ruszyłem w stronę domu. Tym razem nie pędziłem jak wariat tylko wciąż rozmyślałem o dziewczynie, która zadziałała na mnie jak mocny narkotyk. Dotarłem pod garaż i po chwili byłem już w domu. Chciałem zastanowić się nad transferami, ale nie miałem do tego głowy. Wyciągnąłem kilka zimnych piw z lodówki i resztę dnia spędziłem oglądając telewizor na kanapie.

Ostatnio edytowane przez Qu. ; 16-12-2012 o 21:44
Qu. jest nieaktywny  
stare 16-12-2012, 12:17   #98
FRUGOFootball
Banned
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Skąd: Kraków
Postów: 136
Ostrzeżenia: 0/1 (2)
Wyślij wiadomość na gg do FRUGOFootball Wyślij wiadomość poprzez Skype™ do FRUGOFootball Origin: FRUGOFootball_PL
Domyślnie

Jak zwykle świetnie, tylko dziewczyna brzydka :troll:
FRUGOFootball jest nieaktywny  
stare 16-12-2012, 15:29   #99
Sliwek
Stały bywalec
 
Avatar Sliwek
 
Zarejestrowany: Jan 2012
Skąd: Radomsko
Postów: 249
Wyślij wiadomość na gg do Sliwek
Domyślnie

Kolejny odcinek na wysokim poziomie,podoba mi sie watek z nowa miloscia bohatera. Czekam na kolejne odcinki
Sliwek jest nieaktywny  
stare 16-12-2012, 15:30   #100
Qu.
Banned
 
Zarejestrowany: Nov 2011
Skąd: Estadio Santiago Bernabéu
Postów: 1 523
Ostrzeżenia: 0/2 (5)
Wyślij wiadomość na gg do Qu.
Domyślnie


Sam przeciwko wszystkim
19

Tego dnia aura nas nie rozpieszczała, deszcz lał jak z cebra. Przyglądałem się zawodnikom, którzy w takiej ulewie musieli się rozgrzewać, bo już za kilkanaście minut mieliśmy zmierzyć się z Chelsea. Kolejny mecz na szczycie i na dodatek na terenie przeciwnika. Założyłem kaptur i wyszedłem spod zadaszonej ławki rezerwowych. Przykucnąłem na murawie i wpatrywałem się w niebo, na którym rozciągały się czarne chmury. Piłkarze skończyli rozgrzewkę i wszyscy wróciliśmy do szatni. Przez cały czas zastanawiałem się nad wyjściowym składem, nie byłem do końca pewien komu dać szansę, jeszcze nie znałem ich tak dobrze by wiedzieć jak reagują w takich meczach. Postanowiłem nie zmieniać zbyt wiele od ostatniego spotkania. Gdy wszyscy byli już w szatni odsłoniłem tablicę, na której widniał skład.


- Chciałbym, aby ten mecz wyglądał jak druga połowa przeciwko Arsenalowi, wtedy zagraliście bezbłędnie. Wiem, że pogoda dziś nie należy do najlepszych, ale trzeba grać. Gdy będą gwizdać, podnieście głowę do góry i pokażcie, że jesteście silni. Nie przejmujcie się niczym, zróbmy im niemiłą niespodziankę i pokonajmy na ich własnym boisku!

Wyszedłem z szatni i od razu skierowałem się do tunelu, w którym było już słychać dudniący deszcz. Przede mną szła jakaś postać, gdy ta osoba wyszła z tunelu rozległy się głośne gwizdy. Zaciekawiło mnie kto to może być i przyspieszyłem kroku. Wiedziałem, że dla wszystkich kibiców tutaj jestem wrogiem i spodziewałem się podobnego przywitania. Również opuściłem tunel, ale byłem zaskoczony. Kibice wcale nie gwizdali, a facetem, który szedł przede mną był Rafael Benítez. Na trybunach rozciągnięty był wielki transparent, w którym kibice dziękowali swojemu poprzedniemu trenerowi - Roberto Di Matteo. Nie rozumiałem tylko dlaczego ja nie zostałem powitany w taki sam sposób jak Hiszpański szkoleniowiec. Uścisnąłem dłoń Benítezowi i zająłem swoje miejsce. Chyba każdy już chciał, aby mecz się rozpoczął, bo deszcz padał coraz mocniej. Chwilę potem Mark Clattenburg gwizdkiem oznajmił, że spotkanie się zaczyna. Chelsea obrała bardzo dziwną taktykę, próbowała atakować środkiem co za każdym razem kończyło się stratą piłki. Niestety przez padający deszcz my również nie mogliśmy stworzyć żadnej groźnej akcji. Pierwsze kilkanaście minut wyglądało fatalnie, dużo agresji i bardzo brutalna gra. Przeciwnicy braki kondycyjne nadrabiali faulami. Było około 35 minuty i udało nam się zrobić porządną akcję. Lennon pokonał pół boiska na sprincie po czym dośrodkował przed pole karne. Do piłki pierwszy dobiegł Demspey, obok niego było kilku rywali i musiał podjąć szybką decyzję. Reprezentant USA wypuścił sobie piłkę do przodu i wbiegł w pole karne. Środkowi obrońcy nie zdążyli go zatrzymać i ten miał czystą pozycję do strzału. Čech natychmiast wybiegł z bramki, a Dempsey mocno uderzył w same okienko... GOOOOL! Piłka wpada do siatki i wychodzimy na prowadzenie! Wyskoczyłem z ławki jak poparzony i zacząłem bić brawo, a zdobywca bramki cieszył się z gola.


Przybite Chelsea wznowiło grę, ale wciąż byli bezradni. Tylko kilku piłkarzy było aktywnych, reszta chyba chciała już wrócić do szatni. Torres jak duch przemykał po boisku unikając kontaktu z piłką jak ognia. Mimo tego, że wygrywałem to nie byłem szczęśliwy. The Blues byli moim ulubionym klubem, ale po zmianie trenera ewidentnie byli w kryzysie. Pewne było, że stracą swoje drugie miejsce w tabeli. Udało nam się przeprowadzić jeszcze kilka ataków, ale nic dobrego z tego nie wynikło. Arbiter doliczył tylko dwie minuty, a następnie zakończył pierwszą część meczu. Ta połowa była bardzo dziwna, wszyscy liczyli na świetne widowisko, a pogoda zniszczyła całe spotkanie. Miałem nadzieję, że ta ulewa trochę się uspokoi podczas przerwy. W szatni panowało rozluźnienie, przy takiej grze Chelsea mogliśmy sobie na to pozwolić. Widać było, że piłkarze są bardzo pewni siebie.

- Panowie chyba zapomnieliście, że przed sobą mamy jeszcze jedną ciężką połowę. Myślicie, że oni już się poddali? Na pewno będą walczyć do ostatnich minut, więc skupcie się na spotkaniu. Starajcie utrzymywać się dłużej przy piłce, bo przy takich warunkach jest to dla nas korzystne. Chcę widzieć zaangażowanie do samego końca! - Powiedziałem stojąc na środku szatni.

Przez chwilę jeszcze przyglądałem się reakcji zawodników, a potem w towarzystwie Jamesa opuściłem szatnię. Rozmawialiśmy przez całą drogę na boisko. W tunelu minęliśmy już piłkarzy Chelsea, którzy chcieli pewnie jak najszybciej rozpocząć drugą część meczu. Wiedziałem, że na pewno będą próbować odzyskać trzy punkty, które obecnie mieliśmy my. Usiadłem na ławkę i czekałem na znak sędziego. Chwilę potem Mark Clattenburg zagwizdał i druga połowa się zaczęła. Nasi przeciwnicy wyglądali o niebo lepiej, walczyli o piłki i wreszcie widać było, że chce im się grać. Początkowo udawało nam się jednak rozbijać ich ataki i konstruować własne akcje. Najlepszą sytuację meczu zmarnował Adebayor, który po podaniu od Sandro wyszedł sam na sam z bramkarzem i przestrzelił obok słupka. Takie sytuacje zawsze się mszczą i już kilka minut później to się potwierdziło. Chelsea miała rzut rożny, który wykonywał Juan Mata. Wysoko zawieszona piłka leci w stronę jedenastego metra. Bezbarwny dziś Torres przepycha się z obrońcami i wyskakuje najwyżej uderzając piłkę głową... GOOOL! 1:1! Futbolówka odbijając się przed samą linią wpada do bramki. Lloris nawet się nie poruszył, a kibice chyba znów uwierzyli, że mają szansę wygrać. Torres pobiegł do narożnika bardzo ciesząc się ze swojej bramki.


Z jednej strony nie było się co dziwić, wciąż był krytykowany za swoją nieskuteczność, więc każda bramka musiała go cieszyć jak tytuł króla strzelców. Wiedziałem, że tak to się skończy, bo moi piłkarze już od pierwszej połowy poczuli się zbyt pewnie i nie uszanowali rywala. Wznowiliśmy grę, ale nie wyglądało to najlepiej. Zaczęło się od straty piłki, zdobyta bramka naładowała optymizmem i pozytywną energią naszych przeciwników. Modliłem się żeby nie stracić kolejnego gola, bo ewidentnie do tego dążyła nasza gra. Doliczony czas gry, oddaliśmy za darmo piłkę w środku pola i rywale wychodzili z kontrą. Mieli przewagę liczebną, a przy piłce był Eden Hazard. Młody Belg popędził do przodu mijając po drodze dwóch piłkarzy. Na koniec zagrał świetną piłkę do wbiegającego Torresa. Wszyscy kibice i ludzie na ławce rezerwowych poderwali się z miejsc i obserwowali tę akcję. Hiszpański napastnik bez problemu przyjął piłkę i wypuścił sobie ją do przodu, a przed sobą miał tylko Llorisa. Bramkarz jak szalony wyleciał z bramki, a Torres pięknym lobem posłał piłkę prosto do siatki... DRUGA BRAMKA TORRESA! 2:1 dla gospodarzy! Kibice zaczęli tańczyć i świętować, piłkarze wpadli w objęcia, a my byliśmy na łopatkach. Po wznowieniu gry arbiter od razu zakończył spotkanie. Przegraliśmy wygrany mecz, nasi przeciwnicy byli o wiele słabsi, ale wykorzystali głupotę piłkarzy, na których byłem wściekły. Skierowałem się do tunelu próbując jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu.

2:1

_________________________________________________
Dzięki za wszystkie komentarze, bo nakręcają mnie do dalszego pisania
Mam nadzieję, że odcinki będą się już pojawiać od teraz często, bo trochę zaniedbałem wszystkich czytelników. Jeśli Wam się podoba to zostawcie komentarz, dla was to kilka sekund, a mi pokazuje, że chcecie abym pisał dalej

Ostatnio edytowane przez Qu. ; 16-12-2012 o 21:45
Qu. jest nieaktywny  
 

Bookmarks


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd Oceń ten temat
Oceń ten temat:

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 16:56.


Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Tłumaczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin

Linki: Masz komórkę ? Polecamy najnowsze gry java na telefon. Ściągnij także dzwonki mp3 na telefon.